Drodzy uczestniczy naszej psychopatozabawy! Prezentujemy Wam dziś opcję drugą sytuacji damsko-męskawych (drugi człon jest niepewny i konkretniej nieustalony). Pamiętajcie! Nie decydujcie pochopnie! Nie kierujcie sie w wyborze sercem ani rozumem, ewentualnie sercorozumowa fuzja, a najlepiej jakimikolwiek czynnikami pozaustrojowymi. Powodzenia!
2. Kraków. Na przykład czwartek. Dobrze po północy. Szkarłatne wnętrzności Pięknego Psa albo zalepiona woskiem otynkowana Alchemia albo drgający płomykami swoich świec Singer. Siedzisz przy kiepskim stoliku, bo wszystkie strategiczne - czyli takie ciut w ukryciu ale umozliwiajace wszechstonna obserwacje zostaly juz dawno zajete przez rasowych strategow. Nie takich z blyskami zielonych spojrzen jak twoje, nie takich zrobionych z cienkich platkow przetykanych cieniutkimi zylkami ze srebrnym sokiem w srodku jak ty, nie takich z migotliwymi, ostrymi skrzydelkami wazki, jak twoje. Najlepsze stoly zajmuja czarne kruki z ubłoconymi koncowkami postrzepionych pior, bure nietoperze ze skrzydlami obleczonymi popękaną skórą z mapą tetniacych zyl pełnych widocznych grud, stare lwy z szorstkimi wlosami w skoltunionych grzywach i z zabliznionymi ranami na pyskach, siwe wilki o ostrych, pożółkłych zębach i pazurach wyrastających spośród strupów. Łypią zmatowiałe oczy, z niektórych spływa od czasu do czasu czarna kropla krwawej ropy, blyskawicznie usuwana z pyska wprawnym machnięciem mięsistego jęzora.
Gdzieś wśród kłebów dymu dostrzegasz znajomy ruch grzbietu. Twoje furkoczące nieustannie skrzydła cichną w przyczajeniu. Łapiesz spojrzenie nocnego wilka, dostrzegasz ten jego przedziwny rys kolo ust, moze to jakas asymetria a może permanentny grymas głodu, może bruzda z nitkami rozczarowania albo drgnienie strachu przed oczywistościami i nieuchronnościami. Witacie się jak rownoprawni przedstawiciele rownorzednych gatunkow. Rozmowa toczy sie rytmicznie i z wdziekiem, od czasu do czasu slizgacie sie w dol zakretasami po szalonej zjezdzalni slow, naraz wdrapujecie sie bez szczegolnego osprzetowania po skalkach w gore. Neca cie te zmienne punkty napiecia, bez oporow pozwalasz wilkowi na ustalenie temperatury slow i gestow, nakreslenie przestrzeni tematow i dotyku, dryfujesz swobodnie zgodnie z wilczym pradem. Zapominasz o codziennym wysilku kontrolowania sytuacji z dwudziestoletnimi źrebiętami, o udawaniu, ze ich potkniecia o za dlugie nogi wcale cie nie irytuja, a ich idiotyczne zalotne podszczypywanie cie w karczek niezmiernie cie podnieca. Poorane łapy z pazurami nie dotykaja przy kazdej mozliwej okazji, nie dotykaja nieumiejetnie i pytajaco, nie usypiaja monotonia rytmu przyjemnosci, nie obrzydzaja rozmiekla chlodna wilgocia. Te szorskie lapy gleboko czuja, widza, slysza, wachaja, smakuja mloda skore i wlosy. Mozaika aktywnych, idealnie wspolgrajacych i niezawodnie kontrolowanych zmyslow w tych lapach to jedyna mocna karta w wilczej talii, jedyna, ktora przebija twoje. Wilcze pazury wiedza o tobie wiecej, niz ty wiesz sama, przewiduja cie lepiej niz ty, dostrzegaja w twoim ciele bogactwa przyjemnosci, ktorych ty nigdy nie zauwazylas.
Zapalacie papierosa.
Wyczuwasz moment, blyskawicznie rozkladasz ostre skrzydla, spinasz ramiona, zaciskasz piesci. Z swidrujacym brzeczeniem ulatujesz i o milimetry unikasz ataku wilczej lapy, ktora chciala chwycic cie za podbrodek.
Dzisiaj znow nie uda mu sie pozrec migotliwej wazki, pelnej alchemicznego soku, niezbednego mu do zycia.
A jutro?