Photoblog.pl

Załóż konto

Zanurz się w oceanie uczuć... 

2017/09/23   

ostatnia nocka.

« następne   poprzednie »
ostatnia nocka.

Sobota. Ostatnia nocka w pracy.

Godz. 5:55. Orientuję się, że mam tramwaj o 6:05. Następny jest dwadzieścia minut później.

Godz. 6:02. Pędem przechodzę przez bramę i wybiegam przez zakład na pętlę tramwajową. Zawsze to robię w 7 minut, pobijam rekord i dobiegam w 3 minuty do tramwaju.

Godz. 6:05. Tramwaj odjeżdża, zdążyłam. Próbuję złapać dech. Nie jest łatwo, ale po chwili oddech się normuje.

Godz. 6:08. Przejeżdżam dwa przystanki. W pewnym momencie tramwaj staje. Zaczynam się śmiać. Po cholerę tyle biegłam?

Godz. 6:10. Motorniczy obbiecuje, że zawiezie nas do Kromera. "Spoko" - myślę. Zaliczę dłuższy spacer, nie ma nic piękniejszego niż spacer o poranku.

Godz. 6:20. Wysiadam z tramwaju. "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło!" - myślę. Ludzie wnerwiają się, że nie dojadą do domu, ja się mogę przejść spacerkiem.

Godz. 6:21. Zaczyna kropić lekki deszcz. Mimo to idę pewnym krokiem dalej.

Godz. 6:23. Zatrzymuję się, ażeby uwiecznić piękną Odrę. Na Wałach zawsze wydaje się taka piękna. Rodzi się we mnie pomysł napisania o tym, jak złośliwa jest dla mnie ta sobota...

Godz. 6:30. Po raz dziesiąty próbuję dodać zdjęcie. Bezskutecznie. A niech to szlag. Wyciągam słuchawki. Posłucham muzyki, zajmę się czymś.

Godz. 6:32. Rozplątuję słuchawki, które (przyznając się) zabrałam młodszej siostrze. Włączam sobie "Beksę", w końcu nawet sobotnia pogoda rozpacza. Nic nie słychać, coś przerywa. "Aha! To dlatego te słuchawski leżałuy na wierzchu!"

Godz. 6:35. Wykopuję z dna torby swoje drugie słuchawki, gorsze, bo gorsze, ale działają. Włączam tą cholerną Beksę.

Godz. 6:40. Odtwarzacz przełącza na "Hurts like heaven" Coldplay. "Nie, to zdecydowanie za wesoła piosenka". Ażeby pozostać w tematyce zespołu włączam kojącą me nerwy piosenkę "Fix you". 

Godz. 6:43. Widzę jakiegoś młodego kolesia na ławce i zastanawiam się co on kuźwa robi w sobotę o tak wczesnej porze... Czy naprawdę ludzie nie mają co robić w sobotnie ranki?

Godz. 6:47. Wchodzę do domu. Jeśli chcę zdążyć na wcześniejszy pociąg do rodzinnego miasta, to zostało mi niewiele czasu do spania. No, ale jestem tak poddenerwowana, że bez ułożenia myśli nie zasnę. 

Godz. 7:15. Kończę spisywanie wszystkich myśli. Pociąg mam o 15:00, modlę się, żeby nie padał deszcz, bo na dworzec jadę rowerem... Muszę zatem wstać max o 13:00. Niecałe 6 godzin snu. Ech, nie takie rzeczy się przeżywało.

Sobotnia gonitwa dopiero się zaczyna, w końcu dzień ma 24 godziny.

Krzepiąca jest tylko myśl, że za tydzień już nie będę nigdzie gonić. 

Brak komentarzy
Zarejestruj się teraz, aby skomentować wpis użytkownika boskobeztroska.

Najnowsze wpisy

Wpis boskobeztroska

07/10/2017 0:06:23

ostatnia nocka.

23/09/2017 7:20:51

Francja  elegancja.

09/05/2017 0:53:42

Wszystko ma swój czas!

01/05/2017 0:59:39

Gracja arystokracja.

19/01/2017 0:15:06

Ciasteczkowe potwory.

11/01/2017 23:34:54

gitarrowe.

05/12/2016 13:44:37

Chorwacja bez filtrów.

01/12/2016 0:26:38

Wszystkie wpisy
Zapraszam :)