W piątki wieczorem siadam w fotelu na biegunach i patrzę bezmyślnie przed siebie. Po chwili mrużę oczy. Tą wieczorową porą, kiedy zmierzch zapada i cały świat otula się szarym szalem, kiedy pośpiech wielkiego miasta roztapia się gdzieś w szumie wiatru biegnącego po telefonicznych drutach, a apatia zdaje się ogarniać nawet stare fotografie, przychodzi do mnie w odwiedziny duch czarodziej. Na niewidzialnej harfie gra melodie zbierane znad strumieni, lasów i gór, a jakieś nieziemskie istoty śpiewają piękne arie. Magia fioletu i bieli przyciąga mój wzrok, oszałamiający zapach roztaczają wokół konwalie, rozchylając swe kielichy. Świat nabiera tajemniczości, sennego wymiaru. Historia i współczesność mieszają się, przeplatają, diabły tańczą z aniołami. Mienią się wielobarwne światełka i płomienie, gama kolorów i dźwięków. Czyż nie są piękne takie zmierzchy? Kiedy transcendentne byty odwiedzają mnie pod powiekami. Uwielbiam te piątkowe przedstawienia i moje w nich zatopienie.
09/12/2011 18:24:32
09/11/2011 17:47:32
09/10/2011 20:14:19
06/09/2011 11:00:40
27/08/2011 18:19:45
24/08/2011 20:33:06
23/08/2011 17:34:14
13/08/2011 7:51:26
Wszystkie wpisyspa10
dancinginaminefield
stokrotkanka
wieczna
kara922
guccio
magnezja
xvertigox
Wszyscy znajomi