HAHAHAHAHA. no.
ostatnie dni całkiem śmieszne i fajne, thx N. :*
ale dziś to było istne apogeum, bo wracając z mojej wioski mnie i M. gonił piesojeleń, choć raczej była to niezidentyfikowana rasa psa, czyli słodkie wyszczerzone zęby, agresywna postura. cudnie. dobrze, że pobiegłyśmy do mnie, a nie do Poz. i muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie zapieprzałam tak jak dziś. ahahahah
urzekła mnie moja własna historia, że aż ją musiałam tu opublikować.
a jutro niby się bawimy. trololo.
cheers.