dziś rozprężeniowo, przed skopanym przejazdem P2, gdzie kucyk spłoszył się przy samej budce sędziowskiej, był sztywny jak kłoda, ale jednak dodania wyszły, jako jedyne, co dało finalnie efekt finału. Trztmać kciuki jutro, za passangera bierzącego na swym rumaku. Chyba pierwszy kucyk w finałach ampów. Historyczna chwila, a dla mnie pierwszy w życiu kur. Opłacało się siedziec nad muzą do 2 w nocy, nic to, że ani raz nie przecwiczone, ale cel max już jest osiągnięty więc teraz już luuuuuzik :).