Siedziała i wpatrywała się w łzy zasłaniające jej monitor. Nawet nie miała ochoty uciec i się schować, sparaliżowana strachem nie miała siły aby przetrzeć załzawione oczy. Tak bardzo siebie nienawidziła , tak bardzo ...nie rozumiała . Jaki sens miały jej chore uprzedzenia, dlaczego ryzyko tak bardzo ją przerażało, po co tyle pytań. Przecież odpowiedź może być taka prosta. Ale nie jest. Ona się boi. I wiecie co jest śmieszne, nie wie czemu? To jest tak samo jak z wodą, po prostu się jej bała i nie chciała tam być, tylko, że teraz chciałaby ze sobą zwyciężyć ale nie potrafi. Aha...i nie lubię trąbek, taki uraz....
-Baśka co jest?
-Nic...
-Jasne, a ja jestem Świętry Antonii i pasę gąski, jak ty się nie śmiejesz to coś jest nie tak
-Przecież się śmieję-powiedziała podnosząc kąciki ust
-Mnie nie nabierzesz, chodź tu mordo...
-Nie, panie Antonii, pan niech mnie nie przytula.-wyszeptała mocno przygryzając wargę-pan nie...
<będzie dobrze,chłopaki>
Jeśli wmawiasz sobie, że Ci nie zależy, to powodzenia.