dzięki losowemu winampowi przypomniały mi się klimaty sprzedrokowe, powrót inną drogą z czesława, z czesława śpiewającego za 7 zł [!]. Z Czesława oh i ah powrót. Powrót skaczący... i śpiewny.
przypomniał mi się okołodniowy wtedy kasprzycki, czajniczek, taki klimat, z nocnym olsztynem, choć jeszcze nie-ulicowym, jeszcze za wcześnie, za wcześnie, bo było za późno. z zaspanym poniedziałkiem w nieprzespanym autobusie, z zielonością w tle.
a tak adekwatnie mi się przypomniał. w odniesieniu do ostatniego olsztyńskiego, że się tak wyrażę, pełną gębą spaceru, tak - tak jak olsztynianka, choć tak tego miasta nie znosiłam momentami.. Przypomniał mi się, bo przypomniały nam się tamte sprzedroczne chwile. Też się zbierał na deszcz. Tylko teraz szłam, szłysmy raz ostatni. Z jakimś 'let it rain'. No to posłuchało. Jak byłam maleńka, to babcia mówiła, że gdy jest burza, to znaczy, że Bóg się z kimś kłóci, że ktoś w niebie płacze. Stanęły mi w głowie takie infantylne tłumaczenia. Że teraz też ktoś płacze..
Rzucam się między za mało i za dużo. Nie mam tej granicy, takiej lekkiej, takiej z polotem, takiego wymierzenia, wręcz geodowatego. Nigdy nie miałam linijek w oczach - może, może na rozum też się to przenosi. Choć nie wiem czy to tylko zwykłe szkiełko i oko. Zdałam sobie sprawę z tego, że to nie takie proste. Znów w niewczas, znów o północy.
Śni mi się zapach czerwcowego dnia. Dużo wiary, że istnieje świat. Że wieczność.. Śni mi się wiele. Tak wiele, jak wiele jest planów na najbliższe dni. Na bezkarne dni. Moja mała hipertrofia. Żeby się nie wylało, żeby.. Ależ cóż. Robiąc dziś to samo dwa razy, zastanowiłam się, czy już teraz, tuż przed, wszystko ma się zacząć układać nie tak. Mówiąc szczerze: zwykle nie wychodzić. Nawet to? Gdzieś próbuję znaleźć w sobie naukę zdrowego myślenia. Bo ma prawa, bo może, bo przecież są szanse..
Pochłaniam książki, chłonę muzykę. Są wakacje, nie? Chyba tęsknię za istotą absolutu, tego małego absolutu,jakkolwiek tu, właśnie w tym miejscu absolut może być mały. Jeszcze nasycam się powietrzem, cytując Roguckiego, nie pierwszy raz już dziś, tu. Daruję sobie slowa kolejne. Nie wiem czy mam do czego wracać, nie wiem czy chcę do tego wracać. Boję się, że wszystko nagle utnie się.. [za dużo musiałabym tych cudzysłowów, więc znów daruję sobie]
Tak jak wracam tu. Nigdy nie mówiąc nigdy, nigdy nie mówiąc 'już'.
Wieczorem, mając makowe nadzieje, może z czerwoności przechodzące w zieleń. Wieczorem, tracąc jakiekolwiek. Wieczorem, bojąc się. Wieczorem, pogrązając się w czcionce. Wieczorem.
Gdzież są nasze parapety?
Gdzież są moje szklane domy?
Gdzież, moja Madame, gdzież?
Gdzież morze?
[zdjęcie z czwartkowej szantowo-folkowej, z akcentem niewiadomojakim nad folkowej, nocy kortowiadowej.
Fajerowy dens. momentami macabre. ostródzka ekipa 'exodus' >bo lingua latina jaka jest, każdy wie<
karoten, hiszpania, te quiero!
26/05/2009 21:46:34
28/04/2009 21:06:52
03/04/2009 20:14:36
14/03/2009 22:28:29
28/02/2009 22:58:21
14/02/2009 18:28:22
01/02/2009 19:58:47
25/01/2009 13:24:29
Wszystkie wpisyduszeklukas
fantasmagoriaa
opotworkuinietylko
dreamer7
eweleine
pieczara060390
piagizela
akika
Wszyscy znajomi