ogarniam po wczorajszym "sylwestrze" w naszej ukochanej (bez)nadziejnej salce ^^
po prostu jestem tak niewyspana po nocy bez zmrużenia oka, że mogłabym zasnąć nawet z twarzą w zupie.
najbardziej z sylwestra podobały mi się tańce.... chociaż szczerze, to chyba jednak koniec był najlepszy, jak wszyscy leżeliśmy na kanapie i darliśmy na siebie mordy, bo nikt nie chcial przymknąć japy ^^
i potem dalej, jak łapały nas takie schizy, ze gadaliśmy same bzdury (rano, po działaniu energetyków)
stwierdziłam, że św. Mikołaj wchodzi do salki i będzie nam rozdawał prezenty, a to był tylko Michał ;>
zresztą nieważne co się dzialo, ważne że było lepiej niż oryginalny sylwester i oczywiście miałam przy sobie SAMYCH przyjaciół!!!! Mogłam im wszystko powiedzieć, jednak stwierdziłam, że nie muszę, bo oni i tak już wiedzą ;) 
kocham was!!!! 