często miałam prześwity, jak cudownie by to było gdybym mogła cofnąć czas.
gdybym mogła poprawić kilka rzeczy,
nie poznawać kilku ludzi
nie zdradzać paru sekrektów
gdybym mogła to bym to WTEDY zmieniła,
tak,
moje życie ostatnio dzieli się na wtedy i teraz. teraz jest zupełnie inaczej. jest piękniej, jest lżej...
wtedy byłabym obecnie w czarnej rozpaczy- jestem sama, pierwszy raz od 2 i pół roku, nikogo na widoku.
i może brzmi to banalnie, niesłychanie śmiesznie, ale to jest takie cudowne.
jestem dyspozytorem własnych torów
ja sama- w momencie kiedy wszyscy moi przyjaciele zaczynają z kimś być. no dobra, nie wszyscy.
trwam.
i podoba mi się to trwanie.
a teraz bym zmieniła tylko jedną rzecz- nie cofnęłabym czasu, ale chciałabym się nie przejmować tym wszystkim tak bardzo, jak to robiłam i czasami dalej robię.
choć i tak wychodzę na prostą, bo coraz mniej mnie to wszystko obchodzi.
s.
ps. zawsze to samo. zawsze w tym kryzysowym momencie. to juz jest fatum nie? i tak już zawsze będzie. wiesz dokładnie co gdzie i jak i kiedy uderzyć hahahahahahaha. nie żeby mnie to ZNOWU ruszało. tylko fascynuje mnie ten fenomen.