Świeżutkie zdjęcie ;D
Pojechałam z mamą do koni. Najpierw jazda na Siwym, jak widać na oklep. na początku cała spięta siedziałam, bo Siwy próbował mi przyspieszać i w ogóle. I wiecie co? Pomyślałam inaczej. To NIE ON przyspiesza, spinajac mnie, tylko JA GO przyspieszam, spinając siebie. I rzeczywiście - rozluźniłam się, siedziałam jak worek kartofli i koń zaczął chodzić genialnie ;3 W galopie trochę do pchania był, więc wzięłam palcat. Oczywiście nawet go nie użyłam, wystarczyło, że go miałam xD Potem skoki na oklep.
Potem ściągnełam ogłowie i jeździłam na oklep i na cordeo. Ten skok odpuściłam, bo Siwy tak ciągnie się szyją na cordeo, że by mnie pewnie wywaliło na skoku :P Ale mniejszą stacjonatkę zaliczyłam, trochę galopu i kłusa. Może jutro odważę się na całą taką jazdę, kto wie?
Potem Motyl. Siodło + cordeo. Parę razy mnie nieźle wkurzył, bo stwierdził, że jedzie, gdzie mu się podoba. Wydarłam się i było ok... Tempo super, zwłaszcza w galopie. W nagrodę poćwiczyliśmy dodania w kłusie, których dawno nie było, bo boję się Motyla rozwijać w tempie, bo potem chce tak cały czas. a teraz? Przyspieszamy - ok. Zwalniamy -ok. I takiego konia mogę miec zawsze ;) hah, śmiałam się z takiej kobyłki - Belami- a Motyl dzisiaj też miał nos brudny od piachu, bo "tropił" z nosem przy ziemi ;D
Też potem parę skoków i koniec jazdy ;)
Po jeździe przytargałam z Majką beczkę z wodą, zeby miały co pić, skoro są puszczane do parku na cały dzień ;)