Wstęp będzie długi i anegdotyczny:
Doktor K., ze szpitala im. Stefana Żeromskiego od początku nie budził mojego zaufania, mimo patriarchalnego wyglądu i nieskazitelnie białego kitla zarzuconego na drogi, czarny garnitur. Gdy dzisiaj o poranku udałem się do niego po odbiór wyników, przejrzał je dokładnie, pomruczał trochę, głośno powiedział; "Tak, tak, są pewne predyspozycje...", ale do czego to już nie udało mi się dowiedzieć. Opukał mnie następnie, osłuchał, wymacał, kazał kaszleć i odpowiadać na głupie pytania. W końcu wydał werdykt: "Nie ma powodów do niepokoju. Proszę przyjść ponownie w maju." Pozwoliłem sobie na delikatny sprzeciw - "Panie doktorze, ale mnie boli..." - "Boli? - zdziwił się doktor K. - To dobrze, tak to dobrze. W końcu przestanie." Tutaj w mgnieniu oka roztoczyła się przede mną wizja samego siebie, leżącego w łóżku i otoczonego gronem najbliższych krewnych i znajomych. W dłoniach na piersi zacisnięty masywny, srebrny krzyż prawosławny (dla efektu i tradycji, nie ze względów ideologiczno-religijnych). Włosy w nieładzie rozrzucone po poduszce, a w wychudłej i bladej twarzy płoną gorączką niebieskie oczy. W końcu oczy gasną, a ból ustępuje wraz z życiem. Wizja była jednakoż niesamowicie zabawna, więc lekko się uśmiechnąłem. "A, uśmiecha się pan, dobrze, że sią pan już nie martwi! - źle zinterpretował mnie doktor K. - No to do zobaczenia w maju! Do widzenia!" Tymczasem zaś mimo wszystko martwię się dalej, humor więc wobec powyższego nieciekawy. Zamieszczam zaś fragment z mojej ulubionej powieści Gide'a, czyli "Lochów Watykanu".
--------------------
"- [&] To pana bardzo bawi pisać?
Juliusz wyprostował się.
- Nie piszę dla zabawy rzekł z godnością. Rozkosze, jakich kosztuję pisząc, wyższe są od tych, które mogłoby mi dać życie. Zresztą, jedno nie przeszkadza drugiemu&
- Tak się to mówi. Po czym podnosząc głos, który zniżył jak gdyby przez roztargnienie, Lafcadio dodał: - Czy pan wie, co mnie zraża do wszelkiej pisaniny? Poprawki, przekreślenia, retusze, jakie się robi.
- Sądzi pan, że w życiu człowiek się nie poprawia? spytał z ożywieniem Juliusz.
- Nie rozumie mnie pan: w życiu człowiek poprawia się (wedle tego, co mówią), doskonali się; ale nie można poprawić tego, co się zrobiło. I właśnie to prawo do retuszu robi z pisaniny rzecz tak szarą i tak& (nie dokończył). Tak, to właśnie mi się wydaje tak piękne w życiu, że trzeba malować al fresco. Mazanie nie dozwolone.
André Gide "Lochy Watykanu" w przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
bezsiebie
aphelium
Wszyscy znajomi