Ze wszystkich tołstojowskich 'love-story' najsmutniejsza jest "Sonata kreutzerowska". Wyziera z niej rozczarowanie starca, wyziera mizoginia tak skrajna, że wręcz rażąca. Utwór ten w wulgarnym skrócie sprowadzić można by do znanego powiedzonka, którego trywialna chamskość zawsze mnie zadziwiała; "Gdyby suka nie dała, to pies by nie wziął". Ale jednak, mimo wszystkich moich zastrzeżeń, Tołstoj potrafił w ciekawy sposób przedstawić w tym opowiadaniu wiele istotnych mechanizmów psychicznych. Poniżej przedstawiam opis małżeńskiej kłótni. Ile w tym prawdy - nie mi decydować. Zamiast tego, udam, że żadnych awantur nigdy nie przeżywałem i zamiast siedzieć w zimnym i pustym domu pojadę do Krakowa, by upić się na amen kolejny dzień z rzędu i 'nie musieć myśleć'.
--------------------
"Nagle zaczyna się rozmowa o tym, że jakiś pies dostał medal na wystawie; ja tak mówię. Na to ona: "Nie medal, tylko dyplom uznania". Zaczyna się sprzeczka. Zaczyna się przeskakiwanie z tematu na temat, zarzuty: "No, to od dawna wiadomo, zawsze tak jest: sam mówiłeś." "Nie, nie mówiłem." "A więc ja kłamię? tak?" - Czujesz, że lada moment zacznie się jedna z tych strasznych kłótni, podczas których ma się ochotę zabić albo ją, albo siebie. Wiesz, że zaraz się wszystko zacznie, i boisz się tego, jak ognia, więc chciałbyś się opanować, ale nienawiść ogarnia całe twoje jestestwo. Ona jest w tym samym, może jeszcze gorszym nastroju, umyślnie przekręca każde twoje słowo, nadając mu fałszywy sens, a jej każde słowo przepojone jest jadem, stara się mnie ugodzić w najczulsze miejsce. Im dalej, tym gorzej. Krzyczę: "Milcz!" albo coś w tym rodzaju. Ona wybiega z pokoju, biegnie do dziecinnego. Usiłuję ją zatrzymać, żeby powiedzieć swoje i dowieść, że mam rację, i chwytam ją za rękę. Ona udaje, że sprawiłem jej ból, i wola: "Dzieci, wasz ojciec mnie bije!" - Krzyczę: "Kłamiesz!" "I to już nie pierwszy raz!" - woła to lub coś podobnego. Dzieci rzucają się do niej. Ona je uspokaja. Mówię: "Nie udawaj!" A ona: "Dla ciebie wszystko jest udawaniem, zabijesz człowieka i będziesz mówił, że on udaje. Ja już cię przejrzałam, tego właśnie chcesz!" "O bodajbyś zdechła!" - krzyczę. Pamiętam, jak mnie przeraziły te straszne słowa. Nigdy się nie spodziewałem po sobie takich strasznych, brutalnych słów, dziwię się, jak mogły ze mnie wyskoczyć. Wykrzyknąwszy te straszne słowa uciekam do gabinetu, siadam i palę. Słyszę, że wchodzi do przedpokoju i zamierza wyjść z domu. Pytam ją, dokąd. Nie odpowiada. No to niech ją diabli - mówię sobie, wracam do gabinetu, znów się kładę i palę."
Lew Tołstoj - "Sonata kreutzerowska", w przekładzie Marii Leśniewskiej
przewodnikpokrakowie
- 29/12/2009 12:48:32
deodatokrk
- 28/12/2009 23:00:19
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
bezsiebie
aphelium
Wszyscy znajomi