Never Too Late >.

Wypromuj się tutaj

'Ja to ktoś inny' 

2009/12/06   

 

« następne   poprzednie »

"Ta wspaniała lektura, której fragment poniżej zamieszczam, zawsze była dla mnie pocieszycielką po nazbyt smutnych książkach (których czytam znacznie więcej niż tych wesołych) - zawsze napawała mnie radością; taką zgoła w stylu Owida, że wiadomo: Baw się kameną i wiedź korowody. Ale nie - kolabrenionizm to nie tylko carpe diem; to również intelektualna refleksja nad otaczającym nas światem, nad wszechobecnością boskiego dechu, a wszystko to podsypane pikantnym, dawno już zapomnianym, burgundzkim humorem. Na zdjęciu zaś klasyczna, burgundzka architektura małomiejska. I tak jak obiecałem - we fragmencie tym znajdzie się opis ponurych, późnonocnych godzin.

------------------------

"Wówczas powziąłem postanowienie i wyciągnąwszy się na trawie zająłem na noc komnatę w gospodzie "Pod Księżycem". Ale niewiele spałem w onej oberży. Przeżywałem melancholijnie życie swoje. Myślałem nad tym, czym by mogło być, dumałem nad straconymi marzeniami młodości. Boże, ileż smutku znaleźć można na dnie przeszłości w nocnych godzinach, kiedy duszę niemoc owładnie! Człowiek czuje się biedny i nagi, kiedy przed starcem zgorzkniałym staje postać młodzieńca okryta dostatnią szatą nadziei!& Czyniłem przegląd rachunków i pomyłek, oraz liczyłem marny dorobek zamknięty w szkatułce życia. Oto mam żonę, nieładną wcale i w tejże samej mierze dobrą. Synowie są daleko, mają zgoła inne myśli, a ze mnie posiadają tylko materiał cielesny. Dumałem nad zdradą przyjaciół, szaleństwami ludzkimi, krwawo znaczącymi się systemami religijnymi, domowymi wojnami. Ujrzałem Francję rozdartą na części, marzenia ducha mego, dzieła dłuta zrabowane i poniszczone; życie me zdało mi się zmienione w garść prochu, czułem nadpływający wiew śmierci& Płakałem z cicha, oparłszy usta o pień drzewa, zwierzałem mu się z utrapień i wciskałem się pomiędzy korzenie, jakbym pomiędzy ramiona ojca. Czułem, że mnie słucha. I niewątpliwie mówiło potem do mnie i pocieszało mnie, bo kiedy zbudziłem się w kilka godzin później leżąc nosem w trawie i chrapiąc głośno, z melancholii mej nie zostało ni śladu. Czułem jeno ucisk w sercu i odrętwiałość w nogach.
Słońce wstało. Drzewo pełne ptaków śpiewało donośnie. Spływała zeń pieśń niby sok z grona ściskanego w rękach. Gaworzyły jak najęte wszystkie ptaki. Znalazła się tu zięba i gil, i dzięcioł, i szara piegża, co szczebioce, i koc, którego miłuję najbardziej, albowiem nic sobie nie robi z mrozu, wiatru ni deszczu, a ciągle się śmieje, zawsze zadowolony, pierwszy zaczyna śpiewać od świtu i drze się do nocy. Lubię go, gdyż jak ja, ma dziób zarumieniony trochę. Ach, jakże się rozkrzyczała ta hołotka kochana! Wyzbyła się strachów nocnych. Noc jest to wielka zdrajczyni zarzucająca co wieczora na ptactwo sieć ogromną. Dławiąc się ciemnością myślą: "Któż z nas zginie?" Ale skoro się jeno rozedrze zasłona nocy, wrzeszczą ucieszone: "Fari rarira", a gdy blady uśmiech dalekiej zorzy zarumieni zlodowaciałą twarz i pobladłe wargi życia, drą się rozkosznie: "Oj ty, oj ty, la lai, la, la laderi, la rifla&" Jakimż wrzaskiem, jakim uniesieniem miłosnym święcą powrót dnia! Zapomniane wszystkie utrapienia, obawy, strachu, sen w chłodzie, ciemń nocy& oj ty& Wszystko poszło w niepamięć. O dniu, dniu nowy! Naucz mnie, kosie, twojej sztuki odradzania się o brzasku każdego dnia wciąż z jednaką wiarą."

Romain Rolland - "Colas Breugnon" w przekładzie Franciszka Mirandoli

for love.

Wypromuj się tutaj

1 komentarz
Photoblog.PRO deodatokrk  - 14/12/2009 11:48:14
Nie wiem, czy to przychodzi wraz z wiekiem, ale śpię dość dobrze i to mnie ratuje, gdy uciekam w sen przed smutkami, tak częstymi...Nawet kos nie pomoże...

Najnowsze wpisy

Wpis ascaro

09/02/2012 1:51:17

Wpis ascaro

04/02/2012 9:18:59

Wpis ascaro

03/02/2012 22:45:01

smierc Szymborskiej

02/02/2012 15:34:46

Wpis ascaro

30/01/2012 7:12:54

Wpis ascaro

28/01/2012 12:13:18

Wpis ascaro

27/01/2012 20:08:11

Wpis ascaro

23/01/2012 13:13:57

Wszystkie wpisy