W podróży pociągiem w ogóle jest jakiś smutek smutek przebrzmiałej epoki i zardzewiałych torowisk. Szczególnie smutne są podróże powrotne, gdzie nawet dudniące rytmicznie koła powtarzają mi, że czas już do domu, chociaż może wcale tego nie chcę.
--------------------------------------------
"O pierwszej w nocy, z toru piątego, z cmentarzyska pustych wagonów towarowych, z mroku, od razu nabierając wielkiej rozdygotanej szybkości, buchając czerwonym żarem z popielnika odjechał szary jak ropucha pociąg pancerny, zawył dziko. W siedem minut przejechał osiem wiorst, wpadł na Rozjazd Wołyński, w harmider, w stukot, w gruchot, między latarnie, nie zwolnił, po podskakujących zwrotnicach skręcił z głównej linii w bok i budzący niejasne nadzieje i dumę w sercach przemarzniętych junkrów i oficerów, kulących się w tiepłuszkach i w tyralierach pod samym Rozjazdem, odważanie, nikogo, ale to nikogo się nie bojąc, odjechał w kierunku niemieckiej granicy. W dziesięć minut później w ślad za nim przejechał przez Rozjazd jaśniejący dziesiątkami okien osobowy z olbrzymim parowozem. Mignęli masywni, opatuleni po same oczy niemieccy wartownicy na pomostach wagonów, podobni do okrągłych słupów ogłoszeniowych, mignęły ich szerokie czarne bagnety. Zwrotnicowy dławiąc się mrozem widzieli, jak zarzucały na złączach szyn długie pulmany, okna rzucały na zwrotnicowych snopy światła. Potem wszystko to znikło, serca junkrów napełniły się zawiścią, złością i niepokojem.
- U-u& s-s-wołocz! - stęknęło skądś znad wajchy, zwaliła się na tiepłuszki parząca zamieć. Śnieg zawiewaj tej nocy Rozjazd.
A w trzecim wagonie od lokomotywy, w coupé z pasiastymi pokrowcami, uśmiechając się uprzejmie i przymilnie siedział naprzeciwko pruskiego leutnanta Talberg i rozmawiał z nim po niemiecku.
- O, ja - rzucał od czasu do czasu otyły leutnant i żuł cygaro.
Kiedy leutnant zasnął, pozamykały się drzwi wszystkich przedziałów i ciepły olśniewający wagon wypełniło monotonne, senne mamrotanie podróżnych, Talberg wyszedł na korytarz, rozsunął bladą zasłonę z przezroczystymi literami "....." i długo wpatrywał się w ciemność. W mroku chaotycznie podskakiwały iskry i płatki śniegu, a parowóz na przedzie mknął i wył tak groźnie, tak przeraźliwie, że nawet Talberg poczuł się nieswojo."
Michał Bułhakow - "Biała gwardia" w przekładzie Ireny Lewandowskiej i Witolda Dąbrowskiego
deodatokrk
- 16/11/2009 19:22:33
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
bezsiebie
aphelium
Wszyscy znajomi