Jak już pisałem, literatura jest wiele prostsza niż życie. Wszyscy wiedzą w czyim domu zapanował całkowity zamęt. Wszyscy też wiedzą dlaczego. W normalnym życiu to wszystko wygląda zupełnie inaczej, a całkowity zamęt, taki mniej więcej jak mam w głowie, wywołać potrafią rzeczy zgoła mniejszej wagi. Mniejszej też wagi zdarzenia sprawiają, że chociaż w wyobraźni wkładamy sobie rewolwer między zęby - między zęby, by tak jak hrabia Wroński nie dojść do zgoła idiotycznego wniosku, że mimo wystrzału, mimo krwi i mimo blu wciąż się żyje. Na razie jednak nie mam rewolweru mam za to dwie butelki piwa i masę nauki na głowie.
---------------------------------------------
"Podszedł do drzwi i zamknął je; potem wpatrzony w jeden punkt, zacisnąwszy mocno zęby, podszedł do stołu, wziął rewolwer, obejrzał go, odbezpieczył i zamyślił się. Przez dwie minuty stał nieruchomo z wyrazem wytężonego namysłu; rewolwer miał w ręku i medytował ze spuszczoną głową. To się samo przez się rozumie rzekł do siebie, jak gdyby logiczny, długotrwały i wyraźny nurt myśli doprowadził go do niezbitej konkluzji. W rzeczywistości jednak owo dla niego tak przekonywające to się rozumie było tylko rezultatem powtrzenia identycznego kręgu wspomnień i wyobrażeń, jaki przebył już dziesiątki razy w ciągu ostatniej godziny. Były tam te same wspomnienia na zawsze utraconego szczęścia, to samo przeświadczenie o bezsensie wszystkiego, co mu życie przynieść mogło, ta sama świadomość upokorzenia. Identyczna była rwnież kolejność owych uczuć i wyobrażeń.
To się rozumie powtrzył, gdy po raz trzeci myśl rozpoczęła bieg po tym samym zaczarowanym kole wspomnień i rozumowań, i przyłożywszy rewolwer do lewej strony piersi i mocno targnąwszy całą ręką, tak jakby ją nagle ścisnął w pięść pociągnął za cyngiel. Nie słyszał dźwięku wystrzału, lecz silne uderzenie w pierś podcięło mu nogi. Chciał uchwycić się za brzeg stołu, upuścił rewolwer, zachwiał się i usiadł na ziemi, oglądając się ze zdziwieniem dokoła. Patrząc z dołu na wygięte nżki stolika, na kosz do papierw i tygrysią skrę, nie poznawał swego pokoju. Szybkie, skrzypiące kroki służącego w salonie sprawiły, że oprzytomniał. Zmusił się z wysiłkiem do myślenia i zdał sobie sprawę, że znajduje się na podłodze, a zobaczywszy na tygrysiej skrze i na ręku krew, zrozumiał, że strzelił do siebie.
- Głupia historia! Chybiłem - wyrzekł, szukając po omacku rewolweru. Rewolwer leżał tuż obok, on zaś szukał do dalej. W trakcie tych poszukiwań przechylił się w drugą stronę i nie mając sił, by zachować równowagę - runął, zalany krwią.
Lew Tołstoj - "Anna Karenina" w przekładzie Kazimiery Iłłakowiczówny
deodatokrk
- 23/10/2009 10:21:22
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
bezsiebie
aphelium
Wszyscy znajomi