|
2009/10/17
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Notka dzisiaj nietypowa, bo komparatystyczna.
Najbardziej kiczowatą 'literaturę' tworzy samo życie. Na blogu przyjaciółki (?) E., którą z racji jej talentu do komplikowania sobie życia od dawna w dziennikach nazywałem 'Lady Hamlet', przeczytałem poniższą notkę (mam nadzieję, że mi wybaczy ten cytat);
---------------------
Jest noc jesienna,głęboka i chłodna, deszcz zamienia się w mgłę, sztuczne światło na ulicach.
Idzie On, idzie Ona, uznać by można, że nawet idą razem.
Niby rozmawiają a przecież wszyscy wiedzą ,że mówią cokolwiek żeby chwila trwała.
Dochodzą pod jej dom.
Ona zapala papierosa i on zapala papierosa, choć w zasadzie nie pali.
Wdech. Czekamy na pocałunek.
Nie patrzą na siebie, już nawet przestali udawać konwersację. Słychać tylko zsynchronizowane zaciąganie się papierosami.
Nadal czekamy na pocałunek.
...
"to pa" mówi on, odwraca się i rusza w głąb ulicy.
Wydech.
Ona patrzy za nim ale nic nie mówi, tylko jej cień jak szalony gestykuluje i puka się w czoło. Że to już? Że nic? Że tak sobie pójdzie On i zostawi Oną samą w tym zawieszeniu? Po co z Oną szedłeś taki kawał jak mieszkasz na drugim końcu miasta? Oburza się cień milcząco.
Ona uśmiecha się smutno do znikającej męskiej postaci.
"just becouse you make me stop... before i begin" nuci lekko... "but I got you under my skin"...
Ta scena jest tak słaba, tak źle wymyślona, taka okrutna...że nie ma wyjścia...musi być z życia wzięta.
---------------------
Biedna E. ma rację, życie jest najgorszym możliwym scenarzystą. Dlatego, aby nie stać się Raskolnikowem, ani księciem Hamletem wybieram literaturę, gdzie wszystko jest proste, wszystko idzie równo ustalonym korytem narracji. Gdzie jeśli On nie pocałuje Oniej, to wiadomo dlaczego. Jeśli inna ona będzie całymi dniami milczeć, a jeśli już się odezwie to w sposób straszny, to będę wiedział z jakiej przyczyny - wszystkie emocjonalne zapętlenia, wszystkie ronda myślowe, całą przyczynowo-skutkowość wyjaśni mi narrator, a nawet jeśli nie... przecież to literatura, nie życie. Nic mi do tego. I nie będę płakał, że On nie pocałowaj Oniej, a inna ona milczy całe dnie nie wiadomo dlaczego, a jeśli już się odezwie to w sposób straszny. Wolę literaturę niż życie, bo nie chcę stać się księciem Hamletem, ani Raskolnikowem.
---------------------
"Naszej podróży do Konstantynopola towarzyszył dzwon na statku, ale już wtedy zaczynałem wieść inne życie, w którym wszystkie moje wysiłki karmiły się troską o przyszłe spotkanie z Claire we Francji, dokąd wyprawię się ze starożytnego Stambułu. Roiły mi się w głowie tysiące prawdopodobnych sytuacji i rozmów, które zaraz znikały, by ustąpić miejsca innym, ale najpiękniejsza myśl była taka, że Claire, którą opuściłem zimową nocą, Claire, której cień mnie przysłania, a kiedy o niej myślę, wszystko wokół mnie uspokaja się i cichnie że ta Claire będzie należała do mnie. I znów jej nieosiągalne ciało, bardziej niewiarygodne niż kiedykolwiek, widziałem przed sobą na rufie statku, który pełen był śpiących ludzi, broni i jakiś worków. Lecz oto niebo zaciągnęło się chmurami, gwiazdy zniknęły, a my płynęliśmy w mroku morza ku nieznanemu miastu; nad nami otwierały się przepastne przestrzenie, a w wilgotnej ciszy tej podróży z rzadka bił dzwon ten dźwięk, ciągle nam towarzyszący, tylko to bicie dzwonu w swej powolnej szklanej przejrzystości łączyło płonące brzegi i wodę, które oddzielały mnie od Rosji, z dziecięcym, ale spełniającym się, pięknym snem o Claire..."
Gajto Gazdanow - "Wieczór u Claire" w tłumaczeniu Henryka Chłystoskiego
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
bezsiebie
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
aphelium
Wszyscy znajomi