zapraszam :)

Wypromuj się tutaj

'Ja to ktoś inny' 

2009/10/13   

 

« następne   poprzednie »

Najpiękniejszy znany mi opis nie tylko corridy, ale i melancholii wszelkiego istnienia. Z każdego słowa dzieł Hemingwaya wyziera propetyczne przeczucie tego ponurego dnia w Ketchum, gdy odpalił sobie nabój prosto w usta. A corrida? Nie pochwalałem nigdy brutalności wobec zwierząt, ale w corridzie jest coś dziwnie hipnotyzującego, wciągającego, podniecającego& Jest w niej coś z antycznego dramatu, z wiecznego przedstawienia życia i śmierci, które odgrywane będzie tak długo, jak długo trwać będzie ludzkość.

------------------------

"Stojąc tam przed ogniem w jaskini, ujrzała go teraz, niskiego, smagłego, o skupionej twarzy, smutnych oczach, zapadniętych policzkach, z czarnymi włosami skręconymi od potu w pierścienie nad czołem, na którym ciasny toreadorski kapelusz pozostawił czerwoną pręgę, której nikt poza nią nie dostrzegał. Zobaczyła go, jak wtedy stał naprzeciw pięcioletniego byka, na wprost rogów, na których ten przed chwilą podniósł konia, dźwigając go coraz wyżej potężnym karkiem, w który dźgał piką jeździec, aż koń przewalił się z łomotem, jeździec runął na drewniane ogrodzenie, kopyta byka odepchnęły go, a wielki kark wbił rogi w konia, by z niego wyłuskać życie. Widziała teraz Finita, tego nieszczególnego matadora, jak stał naprzeciw byka i obracał się bokiem ku niemu. Widziała go wyraźnie, jak owijał na drążku ciężką flanelową płachtę ciężką od krwi, którą nasiąkła, kiedy robiąc zwroty zamiatał nią po łbie i łopatkach byka, po mokrym, lśniącym kłębie i dalej po grzbiecie, gdy byk wyskakiwał w górę, aż grzechotały tkwiące w nim banderille. Widziała Finita, jak stał profilem o pięć kroków od rogów nieruchomego, ciężkiego zwierza, a potem podniósł zwolna szpadę na wysokość ramienia i patrzał po spuszczonej klindze w jakiś punkt, którego nie mógł jeszcze widzieć, gdyż zasłaniał mu go łeb byka. Za chwilę miał przygiąć ten łeb zamiatając trzymaną w lewej ręce mokrą, ciężką płachtą, ale w tej chwili kołysała się jeszcze lekko na piętach i celował klingą, stojąc bokiem do nadłamanego rogu byka, który dyszał wpatrzony w płachtę.
Ujrzała Finita bardzo wyraźnie i usłyszała jego cienki, czysty głos, kiedy obrócił głowę i spojrzawszy na siedzących w pierwszym rzędzie za czerwonym ogrodzeniem powiedział: "Zobaczymy, czy go się da zabić w ten sposób!"
Słyszała jego głos, widziała jak przygiął kolano, ruszając prosto na rogi, które zniżały się niby za zaklęciem, kiedy byk wodził pyskiem za opuszczoną płachtą, prowadzoną przez cienką kiść smagłej ręki. Rogi pochyliły się i przeszły bokiem, a wtedy szpada wbiła się w pokryty pyłem, zwalisty kłąb.
Widziała jej błysk pogrążający się równo, powoli, jak gdyby zwierz prąc naprzód wciągał ją w siebie z ręki człowieka; widziała, jak szpada wbijała się coraz głębiej, aż wreszcie knykcie śniadej pięści oparły się na napiętej skórze byka, a niski, smagły mężczyzna, który ani na chwilę nie oderwał wzroku od miejsca gdzie wbił szpadę, teraz cofnął wciągnięty brzuch tuż przed rogiem, po czym odszedł w bok, przystanął trzymając w lewej ręce płachtę na drążku i podniósłszy prawą dłoń patrzył na konanie byka.
Widziała go stojącego, z oczami utkwionymi w zwierza, który usiłował utrzymać się na nogach, chwiał się jak podcięte drzewo i próbował jeszcze ustać, podczas gdy niski mężczyzna czekał z ręką podniesioną w ceremonialnym geście tryumfu. Widziała, jak tam stał, ogarnięty znojnym, pustym uczuciem ulgi, że już jest po wszystkim, że byk już zdycha, że nie było grzmotnięcia łbem i ciosu rogów, kiedy się przed nimi usuwał - i potem byk nie mogąc już zachować równowagi runął jak martwy na grzbiet, wszystkimi czterema kopytami do góry, a niski, smagły mężczyzna znużonym krokiem odszedł bez uśmiechu w stronę ogrodzenia.
Widziała, że nie mógłby przebiec przez arenę, choćby jego życie od tego zależało, i patrzała, jak doszedł powoli do ogrodzenia, otarł usta ręcznikiem, spojrzał na nią i potrząsnął głową, a potem wytarł sobie twarz i rozpoczął swój tryumfalny pochód wkrąg areny.
Widziała, jak szedł powoli, ociężale, uśmiechając się, kłaniając i uśmiechając znowu; za nim szli jego pomocnicy, którzy schylali się, zbierali z ziemi cygara, odrzucali między publiczność ciśnięte na arenę kapelusze. On szedł dokoła areny uśmiechnięty, ze smutnymi oczami, aż wreszcie zakończył okrążenie przed nią. Potem zobaczyła go siedzącego na występie drewnianej bariery, z ręcznikiem przytkniętym do ust.
Pilar ujrzała to wszystko stojąc teraz przed ogniem [...]."

Ernest Hemingway - "Komu bije dzwon" w przekładzie Bronisława Zielińskiego

Plugawa zaraza.

Wypromuj się tutaj

1 komentarz
Photoblog.PRO deodatokrk  - 15/10/2009 8:45:54
Nie byłem na corridzie i wcale tego nie żałuję. To nie dla mnie widowisko. Jestem przeciwny zadawaniu śmierci żywym istotom, ot tak, dla rozrywki. Corrida, polowania...mówię stanowcze nie!

Najnowsze wpisy

Wpis ascaro

09/02/2012 1:51:17

Wpis ascaro

04/02/2012 9:18:59

Wpis ascaro

03/02/2012 22:45:01

smierc Szymborskiej

02/02/2012 15:34:46

Wpis ascaro

30/01/2012 7:12:54

Wpis ascaro

28/01/2012 12:13:18

Wpis ascaro

27/01/2012 20:08:11

Wpis ascaro

23/01/2012 13:13:57

Wszystkie wpisy