I znów mnie nie było, chociaż skłamałbym pisząc iż oddaliłem się od domu dalej, jak na 20km.. Ot po prostu, przez pewien czas byłem zanurzony w trochę innej rzeczywistości.
-----------------------------
"Tego wieczora Ynk brnął przez śnieg niemal całą godzinę, zanim doszedł do swego dołka. Za każdym razem, gdy Ynk w nim siedział i tęsknił, dołek powiększał się nieco, ale teraz znajdował się głęboko w zaspie śnieżnej.
Góry Samotne stały okryte śniegiem i błyszczały niebywałą bielą. Noc była bezksiężycowa, ale gwiazdy w wilgotnym powietrzu świeciły niezwykle jasno. Gdzieś daleko mruczała lawina. Ynk usiadł, żeby czekać na wilki.
Tej nocy musiał czekać długo.
Wyobrażał sobie, jak wybiegają na ośnieżoną przestrzeń, szare, wielkie i silne, jak nagle, słysząc jego wycie przystają na skraju lasu. Może będą myślały: "Tam jest nasz towarzysz. Nasz kuzyn, z którym można by się poznać..."
Ta myśl poruszyła Ynka i dodała śmiałości jego fantazji. Oto stado wilków wyłania się na wzgórzu... wilki podbiegają do niego... machają ogonami... lecz tu Ynk przypomniał sobie, że prawdziwy wilk nigdy nie macha ogonem.
Ale to nic. Przyszły w każdym razie, poznały go... Nareszcie postanowiły, że będzie im mógł towarzyszyć...
Marzenie zmogło samotnego psa, podniósł pysk ku gwiazdom i zawył.
Wtedy wilki odpowiedziały.
Były tak blisko, że Ynka ogarnął strach. Niezręcznie usiłował zakopać się w śniegu.
Wszędzie wokół niego zapalały się oczy.
Wilki zamilkły. Otaczały go kręgiem, a krąg zbliżał się coraz bardziej. Ynk pomachał ogonem i zaskomlał, ale nikt mu nie odpowiedział. Zdjął swoją wełnianą czapkę i rzucił ją w powietrze, aby pokazać, że chętnie by się pobawił i że jest zupełnie nieszkodliwy.
Ale wilki nawet nie spojrzały na czapkę. I nagle Ynk zrozumiał, że się pomylił. To nie byli jego bracia i z nimi nie można było się bawić.
Można było tylko zostać zjedzonym i co najwyżej zdążyć jeszcze pożałować, że się postąpiło jak osioł. Ynk przestał machać ogonem i pomyślał:
"Jaka szkoda, mogłem wysypiać się każdziusieńkiej nocy zamiast tu siedzieć i zamartwiać się na śmierć...
Wilki podeszły jeszcze bliżej.
Wtem - czysty dźwięk trąby przebił leśną ciszę. Jej grzmiące tony, które strącały śnieg z drzew, sprawiły, iż żółte oczy wilków rozbłysły. W ciągu sekundy niebezpieczeństwo znikło, a Ynk siedział sam obok swojej wełnianej czapki..."
Tove Janson - "Zima Muminków" w tłumaczeniu Ireny Szuch-Wyszomirskiej
deodatokrk
- 30/09/2009 11:53:47
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
bezsiebie
aphelium
Wszyscy znajomi