Nie dane mi było na przełomie lipca i sierpnia odwiedzić Kotliny Kłodzkiej, więc nadrabiał będę to w tym tygodniu. Któż wie, może to ostatnia okazja; miejscowy 'jurodiwyj', proroczek, zwany Filipkiem wieszczył zniszczenie Kłodzka przez ogromną powódź nim przeminie ten wrzesień. Rzecz jasna niespecjalnie mnie ruszają takie brednie, ale dreszcz jakiegoś ponadnaturalnego podniecenia pozostaje. Nim więc ruszę w drogę zostawiam tekst mało znanego poety młodopolskiego, Ludwika Eminowicza.
Poza mną miasto lśni kamienic tęczą,
a wieże w mieście, jak strzały w kołczanie.
Spod końskich pysków słychać traw szczypanie,
komarów zloty znad moczarów brzęczą...
Bór jakiś w dali nieboskłony bodzie,
jak byk godzący w płaszcz toreadora.
Nim złotą szpadą słońce go przeora,
mierzy z południa. Pali się w przyrodzie!
Tlą się pastwiska, żużli się powietrze,
żarzą się konie w pętach kulejące,
ogniem pełgają widnokręgów końce,
błękit się modrzy niby dym na wietrze.
Gnam bez pamięci... Złoty ukrop mości
niebo zwieszone u płonącej zwory.
Pod powiekami ciążą mi otwory
przedłużające świt do szpiku kości.
Gnam czyli stoję, nie wiem sam, bo oczy
zrosły się z dalą w jedno tło gorące;
Choć stopa kroczy po zielonej łące,
w ciąg dalszy źrenic na spalenie kroczy...
Ludwik Eminowicz - "W południe"
deodatokrk
- 09/09/2009 8:23:08
przewodnikpokrakowie
- 07/09/2009 21:42:37
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
bezsiebie
aphelium
Wszyscy znajomi