"Od czasu odejścia Japończyków Hassan mieszkał sam w domu białych ludzi. Nacjonaliści, którym przyrzekł wieczystą wierność i oddanie, powierzyli mu pieczę nad plantacją aż do dnia, kiedy rozporządzając odpowiednią ilością ludzi, będą w stanie ją eksploatować. W zamian za jego usługi dawali mu trochę prowiantów, po które płynął czółnem na Sumatrę, gdy morze było spokojne. W Kampongu nie pojawił się więcej.
W pierwszych dniach jego swobodnego panowania w domu pożerało go pragnienie zaznania dzięki temu niezwykłych rozkoszy. Już pierwszego wieczora rozlokował się w siedzibie dyrektora, rozkładając swe ubogie pakunki w najobszerniejszym pokoju. Wnętrze zachowało się w dość dobrym stanie. Odszukał prześcieradła i po raz pierwszy w życiu położył się na prawdziwym łóżku, na miękki materacu.
Nie mógł jednak zasnąć. Nie zaznał jakoś rozkoszy zemsty, po której tyle sobie obiecywał - i to odebrało mu sen. Później, nienawykły do europejskich udogodnień, miał nieznośne poczucie braku oparcia, zapadania się w zbyt miękką materię. Obecność moskitiery drażniła go. Zlany potem - wytrzymał tak trzy noce. Jednakże już nazajutrz, klnąc samego siebie, musiał pójść na pewne ustępstwa, co zatruło mu całą radość. Zdjął moskitierę i zastąpił poduszkę twardym podgłówkiem trzcinowym, po który wybrał się ukradkiem do dawnego baraku służby. Ale okazało się to niedostateczne. Nie mógł zaznać odpoczynku. W środku trzeciej nocy, u kresu zmęczenia, zżymając się ze wstydu - dał za wygraną. Wstał z łóżka, wyjął z walizki starą, podziurawioną matę i rozłożył ją na podłodze, obok okna. Tak to cywilizacja białych wzięła na nim swój odwet z całą właściwą jej perfidią.
Porażka ta zepsuła mu cały pobyt. Wprawdzie nazajutrz włożył koszulę i europejskie szorty, należące do dawnego właściciela, i przechadzał się jak pan po opustoszałej plantacji, lecz brak świadków odbierał wszelką radość temu nędznemu zadośćuczynieniu, natomiast ciernie, które opanowały całą posiadłość, pokaleczyły mu łydki. Musiał poniechać i tej przyjemności.
Odtąd z sercem przepełnionym goryczą, roniąc łzy nad własną dolą, pędził ponure dni w zupełnej samotności, uparcie jednak zajmował bungalow - siedząc w kucki, lub leżąc na podłodze, między fotelami, na których nie śmiał spocząć, jedząc mimo obrzydzenia na nigdy nie mytych talerzach białych, pośród cuchnących resztek i śmieci, które nagromadziły się tu w ciągu miesiąca."
Pierre Boulle - "Próba białych ludzi" w przekładzie Konrada Eberhardta
deodatokrk
- 06/09/2009 22:35:17
09/02/2012 1:51:17
04/02/2012 9:18:59
03/02/2012 22:45:01
02/02/2012 15:34:46
30/01/2012 7:12:54
28/01/2012 12:13:18
27/01/2012 20:08:11
23/01/2012 13:13:57
Wszystkie wpisyperi
citria
deodatokrk
przewodnikpokrakowie
mithra
rysik1
bezsiebie
aphelium
Wszyscy znajomi