Photoblog.pl

Załóż konto

'Ja to ktoś inny' 

2017/05/18   

 

« następne   poprzednie »

   Pro-life'owcy znów w natarciu, tym razem w drodze na Bronowice. Znam ja niestety ludzi z tego środowiska i wiem doskonale, że jak z każdym fanatyzmem, tak samo i z nimi nie ma mowy o merytorycznej dyskusji. Granice takie jak 'dekorum' czy dobry smak niestety dla nich nie istnieją. Paradoksalnie robią swoją działalnością więcej złego niż dobrego, ale w sumie to ich problem, nie mój. Ja tylko zastanawiam się, jakie to mroczne wspomnienia z freudowskiego dzieciństwa pchają ich ku takim zachowaniom.

   A to odsyła mnie do kapitalnej lektury ostatnich dni (i kolejnych dwóch pewnie tygodni), czyli "Abschaffela" Wilhelma Genazino. Operując wciąż żywym leitmotivem 'człowieka bez właściwości', kapitalnie ksiażka ta ukazuje pustkę egzystencji w społeczeństwie nowoczesnym. 

   Ciekawa naszła mnie ostatnio myśl - podczas prostytuowania się pisaniem pracy o Dostojewskim, pomyślałem jak ciekawe było by zestawienie kontrastowe archetypu rosyjskiego 'człowieka zbytecznego' z niemieckim (czy środkowoeuropejskim) 'człowiekiem bez właściwości'. Pozostawiam pomysł na razie w zawieszeniu w oczekiwaniu na okoliczności sprzyjające rozwinięciu myśli.

 

------------------------------

 

"[...] Zaczął rozmowę, pytając o stan zdrowia ojca, który pdjął ten wątek z wielką ochotą. Gorzej już być nie może, powiedział. Miał przed rokiem udar mózgu; od tej pory lewą rękę ma bezwładną. Butów sobie wyczyścić nie mogę! powiedział ojciec. 

   Abschaffel pojął, jak bardzo musi to być straszne dla ojca, że nie jest w stanie sam wyglansować sobie butów. Z wiecznie odczuwanego strachu był przez całe życie oszczędnym, ale jednocześnie schludnym człowiekiem. Kto chciał mu się przypodobać, musiał udawać te same lęki, i Abschaffel szybko się tego nauczył, będąc dzieckiem swojego ojca. Trzydziestoletni dziś Abschaffel pamiętał dobrze, jak przez dwadzieścia lat, z górą, w niedzielne poranki pucował sobie buty, żeby zasłużyć na aprobatę ojca. Rozkładał się zawsze w kuchni, nigdy w pobliżu stołu, tylko tuż obok kuchenki i zlewu. Lewa ręka trafiałą do środka buta, a szmatką owiniętą wokół wskazującego palca prawej ręki nakładał białą pastę, którą wydłubywał z płaskiego pudełka. Ojciec, to prawda, faktycznie zaglądał od czasu do casu do kuchni i spoglądał z zadowoleniem na syna, który zdawał się przejąć po ojcu zamiłowanie do schludności. Ojciec udzielał także rad, jak czyścić buty, na przykład tłumaczył Abschaffelowi, jakie to ważne, żeby dotrzeć szmatką do wszystkich miejsc, gdzie się marszczy skóra, albo na przeszyciach. I dziecko Abschaffel było posłuszne; sięgało szmatką do wskazanych przez rodzica kłopotliwych miejsc, a widok ten działał na rodziciela kojąco. Abschaffel pamiętał nawet, jak zaschnięta i stwardniała pasta (pudełko leżało an słońcu, zawartość wysuszyła się; dziwnym trafem ojciec nigdy nie podjął kroków zapobiegawczych) leżała w pudełku pokruszona na małe kawałki i jak musiał się starać, żeby kawałek, który chciał rozsmarować, nie spadł. Po pastowaniu butów przez cały dzień utrzymywał się na wskazującym palcu Abschaffel nieprzyjemny zapach; pasta wnikała mimo szmatki głęboko w skórę oraz pod paznokcie i nawet szorowanie rąk nie pomagało nieraz pozbyć się zapachu. Satysfakcja ojca tak bardzo syciła się widokiem wyglansowanych butów, że czasami w niedzielę ojciec przechadzał się po domu całkiem zrelaksowany i szczęśliwy. Abschaffel przypomniał sobie także, że zdarzało się, iż przezz całą niedzielę chodził i obwąchiwał wielokrotnie swój palec, żeby poczuć zapach pasty do butów. To był ten sam gest, jaki on, Abschaffel, wykonuje teraz, gdy przytyka sobie palec do nosa wtedy, kiedy przedtem trzymał go długo w pochwie kobiety. Ta zaskakująca zbieżność wprawiła go w lekki niepokój. Starał się jaknajszybciej ocenić razem wszystkie obserwacje, ale mu się to nie udawało. Wciąż pojawiały się nowe pytania; najgłupsze z nich brzmiało, czy jest człowiekiem, który w ogóle lubi coś wąchać, nieważne co - pastę do butów czy też wydzielinę z pochwy; najinteligentniejsze pytanie (i to go nieco uspokoiło) poruszało kwestię, czy jeśli trzyma palec w waginie i jej zapach podoba mu się jeszcze długo potem - czy to oznacza, że chce tym nadal imponować ojcu, gdyż szuka bezpośredniego związku z czyszczeniem butów, które, jak dobrze pamięta, czyniło ojca tak szczęśliwym."

 

Wilhelm Genazino - "Abschaffel" w przekładzie Anny Chałabiś

 

Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

6
Transkaukazja, dzień XII

57 min. temu

3
Transkaukazja, dzień XI

16/08/2017 16:30:18

6
Transkaukazja, dzień X

15/08/2017 16:30:53

6
Transkaukazja, dzień IX

14/08/2017 18:30:19

6
Transkaukazja, dzień VIII

13/08/2017 16:30:51

3
Transkaukazja, dzień VII

12/08/2017 16:29:08

Transkaukazja, dzień VI

11/08/2017 16:24:36

Transkaukazja, dzień V

10/08/2017 16:22:59

Wszystkie wpisy
Zapraszam :)