'Ja to ktoś inny' 

2014/07/23   

 

« następne   poprzednie »

    Bardzo długo zastanawiałem się, skąd bierze się u mnie niechęć do tzw. "rodzinego domu"*. Pewien czas sądziłem, że to przerzucenie na dom niechęci, eufemistycznie to ujmując, do ojca. Coś w tym rzecz jasna było, ale sprawę wyjaśniły mi dwie książki; "Moskwa - Pietuszki" Wieni Jerofiejewa, który wprowadza w niej pojęcie "nieskończonego rozszerzenia sfery intymności. Ciekawe spostrzenie psychologiczne Jerofiejewa - wiele lat musiałem walczyć, by z potrafić ową przypadłość przezwyciężać. Drugą lekturą, była "Masa i władza" Canettiego i pojęcie "lęku przed dotknięciem". Można by tu snuć daleko idące analizy psychologiczne, zahaczając o modne slogany w stylu "zły dotyk boli całe życie". Ale ja to jednak uproszę - niechęć do "domu rodzinnego", wynika u mnie prawdopodobnie z faktu, że nigdy nie był dla mnie azylem czy eremem. Miejscem, gdzie mógłbym być "sam ze sobą". Brakowało prywatności i intymności. I stąd też pewnie moje rozliczne kompleksy związane z zachowaniem prywatności i integralności istnienia. Więc dzisiaj - Elias Canetti!


* - mać moja, romantyczka pełną gębą rozważała kiedyś nazwanie naszego dom - od otaczających go brzóz - "Domem pod Brzozami". Uśmiechałem się wtedy cynicznie i mówiłem; "Raczej Konzentratione Lager Brzezinka" ;-) [Tenże dom na zdjęciu z MMIV roku, gdy nie miał jeszcze dobudowanego piętra i spadzistego dachu, co summa summarum uczyniło go jeszcze szpetniejszym.]

------------------------

 "Odwrócenie lęku przed dotknięciem

    Człowiek niczego się bardziej nie obawia niż dotknięcia przez Nieznane. Chce widzieć co po niego sięga, chce móc to poznać, a przynajmniej zaszeregować. Wszędzie unika dotknięcia przez Obce. Nocą i w ogóle w ciemności, przerażenie wywołane nieoczekiwanym dotknięciem może doprowadzić do paniki. Nawet ubranie nie zapewnia wystarczającego bezpieczeństwa, jakże łatwo je podrzeć, jakże łatwo przeniknąć do nagiego, gładkiego, bezbronnego ciała napadniętego.
    Cały dystans, jaki ludzie stwarzają wokół siebie, jest podyktowany owym lękiem przed dotknięciem. Człowiek zamyka się w domach, do których nikt nie ma prawa wstępu, tylko tu może czuć się jako tako bezpiecznie. Lęk przed włamywaczem wywołują nie tylko jego zbójeckie zamiary. Jest to również lęk przed jego nagłym, nieoczekiwanym dotknięciem w ciemności. Jako symbol tego lęku często przedstawiana bywa dłoń o szponiastym wyglądzie. Wiele z tego obrazu kryje się w podwójnym znaczeniu słowa "angreifen", dotykać, napadać. Niewinny dotyk staje się niebezpiecznym atakiem. W słowie tym jest jedno i drugie zawarte; w jednym i drugim jest coś współbrzmiącego. Jedynie rzeczownik "der Angriff" zachowuje ograniczony, niedobry sens tego słowa.
    Niechęć do dotknięcia jest w nas nawet wówczas, gdy wchodzimy między ludzi. Lęk przed nim dyktuje nam sposób poruszania się po ulicy, wśród tłumu przechodniów, w restauracji, w pociągu i autobusie. Nawet, gdy jesteśmy blisko innych, gdy możemy dobrze im się przyjrzeć i zlustrować, na ile się tylko da unikamy zetknięć. Jeśli czynimy inaczej, to czynimy tak dlatego, że ktoś nam się spodobał, a zbliżenie zależy już od nas.
    Szybkie przeproszenie z powodu niezamierzonego dotknięcia, pełne napięcia oczekiwania na znak skruchy, gwałtowna, czasem czynna reakcja, gdy tego zabraknie, wstręt i nienawiść odczuwana w stosunku do "sprawcy", nawet jeśli nie ma całkowitej pewności, żeśmy go odkryli - cały ten splot psychicznych reakcji na obce dotknięcie, ich krańcowe rozchwianie i drażliwość, to wszystko zaświadcza, że chodzi tu o coś bardzo głębokiego, bardzo żywego i wciąż dwuznacznego, o coś, co człowieka nigdy nie opuszcza, skoro raz poznał swe ograniczenia. Tego rodzaju lęki łatwo mogą zniweczyć nawet sen, w którym człowiek jest o wiele bardziej bezbronny.
    Jedynie masa może wybawić człowieka od obawy przed dotknięciem. To jedyna sytuacja, gdy lęk ten obraca się w swoje własne przeciwieństwo. Trzeba do tego masy zwartej, w której ciało napiera na ciało, zwartej również gdy chodzi o stan ducha w tym stopniu, że człowiek w ogóle nie zwraca uwagi, kto na niego "napiera". Gdy tylko człowiek podda się działaniu masy, już nie obawia się jej dotknięcia. W wypadku masy idealnej wszyscy są w niej równi. Nie liczą się żadne różnice, nawet odmienność płci. Ten kto napiera, staje się częścią tego, do którego przylgnął. Nagle wszystko dzieje się w obrębie jednego ciała. Być może to właśnie jest jednym z powodów, dlaczego masa tak bardzo stara się ścieśnić: masa próbuje tak dalece, jak to tylko możliwe pozbyć się lęku jednostek przed dotykaniem. Im mocniej ludzie przywierają do siebie, tym wyraźniej czują brak lęku przed sobą. To odwrócenie lęku przed dotknięciem cechuje masy. Ulga jaką odczuwa masa - o czym będzie jeszcze mowa w innym kontekście - osiąga zaskakująco wysoki stopień w masie najbardziej gęstej."

Elias Canetti - "Masa i władza" w przekładzie Adama Krzemińskiego

co za stan umysłu
Brak komentarzy

Najnowsze wpisy

Wpis ascaro

23/07/2014 21:53:22

Wpis ascaro

22/07/2014 22:28:21

Wpis ascaro

21/07/2014 0:07:36

Wpis ascaro

20/07/2014 0:36:29

Wpis ascaro

19/07/2014 0:04:13

Wpis ascaro

18/07/2014 0:05:45

przeprowadzka c.d.

17/07/2014 0:33:21

Wpis ascaro

16/07/2014 1:14:51

Wszystkie wpisy