Popijam soczek pomarańczowy (uwielbiam!) i rozmyślam co wam tutaj ciekawego napisać
Na poprzednim foto byłam ja na Wiki (moja najpierwsiejsza końska miłość) w Bronkowie na pastwisku dla rekreacji. W tle rzeczywiście był Wicherken
Nas, tutaj, w Bielefeldzie, w objęcia wzięła już Pani Wiosna. Wczoraj była przepiękna słoneczna pogoda, ok. 17 stopni Celsjusza. Możecie mi nie wierzyć ale wydaje mi się, że z samej radości jaką to wzbudziło w ludzkich sercach pąki na drzewach powinny zakwitnąć
Dzisiaj już troszkę bardziej pochmurno, spadł nawet lekki, ciepły deszczyk, który sam z siebie prowokował do tańca
Byłyśmy z mamcią w mieście rano, ja musiałam odebrać mój prezent a mama kupić swoje wymarzone wiosenne butki. Rzeczą, która najbardziej mnie z tego wypadu ucieszyła jest koszulka z napisem: I (serduszko) HAITI. Pieniądze z dochodu ze sprzedaży tych T-Shirt'ów pójdą na akcję pomocy Haiti. Kurcze, patrzcie jakie to jest genialne. Nie dość, że mam zajebistą koszulkę to jeszcze przez to w jakiś symboliczny, ale jednak, sposób mogę pomóc innym.
Mordka dzisiaj pomęczyłam trochę na hali, było duszno i zaraz cały się chłopak zapocił, w ogóle nie miał ochoty iść do przodu. Ehhh.. Nie dziwię mu się, jednak musimy jeszcze trochę poczekać aż te bagna na łąkach wysuszą się i stwardnieją. Wtedy to hala pójdzie w niepamięć
Na koniec pozwoliłam Kose występować świrka. Jak się ta mała cieszyła to nie do opisania po prostu
A jak oni razem wyglądali
Taaaki duży kasztan a na nim chudzielec, którego nogi nawet poza siodło nie wystają. Hahaha, w dodatku Maratończyk bardziej się jej słuchał niż mnie
A Dennis pisze i pisze.. Chyba nie załapał, że od rana nie mam nic na koncie
