To miał być najpiękniejszy wieczór w moim życiu...
I był...
Może nawet 'najpiękniejszy' to mało powiedziane...
Jakby go wyjąć z całokształtu życia...
Jakby był od całej reszty oderwany...
Jakby nie miało być żadnych następstw i konsekwencji...
W każdym razie był to wieczór niezapomniany...
Nie wytańczyłam się...
Ale i tak był to najdłuższy maraton tańca od czasu połowinek...
Jedzonko też było niezłe...
Jak na coś nierobionego przez mamę...
Tylko żołądek zbyt mały, żeby się nim nacieszyć...
A teraz:
Bolą mnie kolana i staw biodrowy...
Mam milion bąbli i rozwalone paznokcie u stóp...
Nigdy więcej obcasów...
Oczywiście musieli puścić jeden z najskuteczniejszych przemyśliwaczy i wyciskaczy łez w mojej muzycznej kolekcji...
Ach, byłabym zapomniała:
Dziękuję wszystkim, którzy uczynili ten wieczór tak niesamowitym... ;*
20/01/2012 20:09:09
23/12/2011 13:54:05
24/11/2011 21:08:30
02/10/2011 23:25:29
23/09/2011 13:50:48
05/06/2011 12:37:07
15/05/2011 15:37:46
01/04/2011 22:51:01
Wszystkie wpisyswirek654
nielubiedomofonu
powrocil
kitsch
ripthebrake
cottagecheese
sallamandra
maara
Wszyscy znajomi