|
2012/02/14
|
||||||||||||
|
||||||||||||
Kategoria:
Kick.
|
||||||||||||
Nie wiedziała, czy siedzieć cicho, wszystko dusząc w sobie, czy porozmawiać z kimś, byle tylko to wyrzucić. Na ten moment wybrała to pierwsze. Z chwili na chwilę nienawidziła ich coraz to bardziej. Była sama w pomieszczeniu, z którego ją obserwowano. Każdy krok był niepewny. Nie mogła znieść uczucia, kiedy była degustowana emocjonalnie przez nich, tych z zewnątrz. Była bezużyteczna, jak lalka, która sama nic nie zdziała. Nie potrafiła skończyć, ani rozpocząć tego na nowo. To co w niej siedziało było czymś nadal rozwijającym się, nie chciała już tego zatrzymywać, poddała się. Im bardziej była radosna na zewnątrz tym było gorzej w środku. To, że pokazywała jak jest dobrze dawało jej pewną wolność, jej kolejne godziny były wtedy mniej zależne od osób trzecich. Zastanawiała się, dlatego mieli jej za złe to, że ból fizyczny był dla niej lepszy od psychicznego. Chcieli decydować za nią, nie lubiła tego.
Szła na dól, było coraz ciemniej. Znalazła tam drzewo, schodząc głębiej widziała więcej. Tam nie było problemów. Stworzyła nowy świat. Ale brakowało jej tam kogoś. Nie przyznała się. Tam wszystko było takie proste. Miała wszystko w zasięgu ręki. Miała wiele pytań, na które nikt nie umiał, albo nie chciał odpowiedzieć, co czyniło ją niepewną. Cofnęła się do początku, przypominała sobie od czego to wszystko się zaczęło. Stwierdziła, że to wszystko ją zaskoczyło, ujawniło się w najmniej oczekiwanym momencie, chociaż widziała, że to było od zawsze. Tak będzie już do końca.
Jest: w porządku; okej; dobrze; spoko. Przybij pięć!
Czym jestem? Każda chęć układania życia upadła. Każde planowane samobójstwo się nie powiodło, do tego nie jestem anonimowa.
miłości życzę, z okazji tego komercyjnego święta, hahahah
etiam sanato vulnere cicatrix manet.
Rozczarowałam się Wami, nędzne, szare ludziki.