czy ja jeszcze umiem pisać...?
przychodzi mi to z trudnością...
kiedyś...
to były czasy...
od razu wiedziałam co pisać...
a teraz...?
trudniej...
może dlatego, że...
...moje pisanie musi być jeszcze bardziej niezrozumiałym "bełkotem"...
żeby nikt nie zrozumiał...
moja faza "r" doprowadza mnie czasami do szaleństwa...
niezsynchronizowanie...
to mnie wkurza...
a idealizm...?
powoli odchodzi...
muszę się przyzwyczaić do tego, że nic idealne nie jest...
w myślach zawsze wszystko idealizowałam...
żyłam w świecie idealnym...aż do bólu...
może dlatego tak sie boję...
błędów...
porażek...
problemów...
kłótni...
wszystkiego co odbiega od ideału...
myślałam...
...że to wszystko będzie łatwiejsze...
a tu trzeba walczyć...
i już nie duszę...
nie wypieram...
staram się być neutralna...
spokojna...
stopy na właściwym fundamencie...
tak...
bez Niego życie naprawdę tak nie cieszy...
tylko On może sprawić, że żyje się wpełni..
staram się mieć dobre nastawienie...
czasami tylko przeżywam chwile słabości...
i cisza...
nic...
hmm...a może ja po prostu jestem większą egoistką niż myślałam...?
...ale nadal mam nadzieję...że to marzenie doczeka się spełnienia...
bo nie czuję...
a tak bym chciała...
i tęsknię...
nie mogę się doczekać...
zniknę pośród pól i zanurzę cała w ciszy...