Nie lubię pisać notek w niedzielę przed mszą. Ale wczoraj wieczorem nie chciało mi się wrzucać wiersza, a moja muza o imieniu Talia, którą w tym miejscu serdecznie pozdrawiam, była niezadowolona i chciała ujrzeć to coś. No i jako że mam Melpomenę i mam Talię, to moge wrzucić.
Dlaczego nie lubię wrzucać w niedzielę przed mszą? Bo potem zawsze jest inaczej i czuję, że musiałbym napisać kolejną. Ale dziś nic się raczej nie zmieni. W każdym razie, nie chwal dnia przed zachodem słońca ma w sobie dużo mądrości.
Wczorajsze i dzisiejsze rozmowy dały mi kolejny problem do rozmyslań - nadmierna szczerość. Czy istnieje coś takiego i czy jest to dobre czy złe. W przypadku pozbawionych większych emocji relacji może być pozytywne nie mówienie wszystkiego - muszę z kimś coś załatwić, nie lubie go za bardzo, ale dla dobra wyższej sprawy chowam to do kieszeni i odzywam się czy piszę smsa do osoby, z którą normalnie nie rozmawiam. Jednak w przypadku przyjaźni lub miłości - im większy ładunek emocjonalny, tym więcej szczerości. A choć szczere słowa powodują małe konflikty, to jednakl jest to lepsze niż kłamstwa, które uspokajają. Bo małe konflikty wygasają, a szczerość na dłuższą metę uspokaja i daje tak pożądaną stabilność, buduje i wzmacnia konstrukcje relacji. A stabilizowanie relacji międzyludzkich kłamstwami i unikaniem rozmów albo po prostu nieszczerością jest jak budowanie domu na bagnie. Wzmacniamy na chwilę co chwilę, i ciągle żyjemy na skraju katastrofy. To jest trochę jak z kwiatkiem na parapecie - posłużę się metaforą wymyślona przez Mateusza - gdy kwiatek stoi na parapecie, potrzebuje wody. Gdy dostanie trochę wody, to może przeżyć, ale wtedy nie trzeba już podlewać. A kwiatek nie ma jak rozkwitnąć, bo wiecznie jest na granicy przeżycia. A rozkwitanie jest możliwe dopiero, jak ma się zapewnione przeżycie.
Każdy człowiek jest powołany do tego, żeby kochać i być kochanym. Nie można twierdzić, że się nie zasługuje na miłość, jeśli samemu się kocha. Każdy ma prawo i możliwość do szczęścia, tylko trzeba temu szczęsciu pomóc, nie być upartym.
Miłosz w wierszu "Dar" [kilk](dzięki notce Talii sobie o nim przypomniałem;p) mówi:
"Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć."
Jest to deklaracja człowieka, który wie, że są rzeczy nieosiągalne, ale że są też osiągalne. I na nich warto się skupić. Bo czasem biegniemy z motyką na słońce, a potykamy się o wspaniałego Maglite'a który też potrafi zapewnić nam odpowiednią ilość światła. Ale nam nie wystarcza, i chcemy słońce, słońce. A wystarczy się schylić i podnieść tę cholerną latarkę.
No i koniec moich wywodów. I tak niewiele sobie z nich zrobicie. Ale mam iskrę nadziei, że kogoś może oświeci.
"dębiecka piwnica"
"-a jednak mam ciąglę wenę, żeby pisać o tej miłości;P
-wydaje mi sie ze miłość to najprostrzy temat
spróbuj czegoś trudniejszego ^"
ostatni pieniek porąbany
nie będzie komu się zwierzać
cichym szelestem topora
tnącego zwinnie powietrze
spowiadać jękiem pękających słojów
żalić krzykiem uderzeń z wysoka
ostatni pieniek porąbany
czekał samotnie na wyrok
patrząc na śmierć żon dzieci ojców
z nadzieją że nasycą krwiożerczego kata
który nie przestał kochać płakać śmiać się
z pożytkiem dla swoich bliskich
ostatni pieniek porąbany
teraz będzie już tylko cieplej
opadły złudzenia będzie gorąco
napalę dziś mocno w piecach
ugrzeje się ktoś dziś tym
co pali mnie od środka
Dom, 13-03-2010, 23:25
------------------------
mimo wszystko dzięki
że nie jestem obojętny
oj Muzo Muzo
pomuzujemy sobie na biwaku;]
Za pogodę wińcie mnie
i moje spiewogranie xD
5 godz. temu
11/02/2012 22:46:29
26/01/2012 14:44:26
14/09/2011 20:20:18
10/09/2011 22:08:49
04/09/2011 20:28:09
29/08/2011 20:39:01
24/08/2011 23:23:20
Wszystkie wpisytofelek
chocolateblood
pollyredhead
manivelle
aineer
francooz
malamira
showcase
Wszyscy znajomi