Siedząc i mając przed oczami obraz, uśmiechniętej bardzo bliskiej mi osoby, którą podświadomie strasznie ranie, zawodze.. Mamę. Wiele bym dała, by zasnąć i obudzić się parę lat wcześniej. Może udało by mi się naprawić, chociaż nie liczne błędy. Ale niestety czasu się nie cofnie, a zaufania się tak szybko nie odzyska. I nie umiem określić słowami zachowania ludzi, na pozór mi bliskich. Zazwyczaj byłam przyzwyczajona, ale nie w takiej sytuacji.. Jasne, bywa. Skraj załamania? Psychika mi już siada. No ale nic. Odłaczam się od świata. Na długo. Bardzo długo. A i maupo, dziękuje za wszytsko <3
Ja przekraczam granice swojej wytrzymałości,
wtedy zmienia się mojego życia poziom jakości,
ludzie wychodzą na ulice by powiedzieć to, co myślą
tam gdzie jest agresja może zdarzyć się wszystko,
zobacz sam, jak wiele możesz wytrzymać,
kiedy dookoła ciebie otacza cie kpina,
brak mi sił na przekonywanie,
lecz z drugiej strony nie chcę stać obojętnie zanim coś złego się stanie.