Wyłożyć się na słonku i słodko leniuchować.
Pobudki z bólem głowy i nagle wszystko straciło smak. Marazm i ogólne zmęczenie.
Nie. To nie kac ani nieszczęśliwa miłość. To własnie, moi drodzy, katar w wydaniu moim.
Zabił mnie krakowski wiatr. A właściwie nie mnie a moje zatoki.
Nie myślę o sesji. Znaczy. Myślę o tym, że mnie czeka masa kserówek do zrobienia jak tylko pojadę do domu na święta. Ale nie martwię się tym, że czegoś nie zaliczę. Zaliczę. Wiem, że zaliczę. Nie mogę sobie pozwolić na pisanie czegoś w terminie poprawkowym. Ja chcę mieć ten tydzień ferii.
Zabawnym jest fakt, że w pierwszy weekend sesji jadę do Łodzi. Na studniówkę.
Musiałam się pochwalić.
Płaszcz w kolorze habrów bądź wody morskiej. Ten pierwszy ładniejszy, więc może siostra mnie nie zje, że będzie podobny do jej. Poza tym. Ona siedzi we Wrocałwiu więc... :)
Za dużo się dzieje by opisywać. Nie chce mi się też tutaj dogryzać czy wyrzucacę delikatnie czegokolwiek komukolwiek.
Jestem "miłą, stojącą przy swoim i wygadaną dziewczyną a nie jakimś gburowatym mokasynem".
To zobowiązuje.
05/06/2011 0:47:15
04/02/2011 23:52:56
20/01/2011 13:04:47
25/10/2010 12:16:19
17/09/2010 23:06:26
15/08/2010 2:22:18
26/07/2010 23:05:49
18/07/2010 23:47:04
Wszystkie wpisymendziorka
drogowit
afrostyl
maszroom
schattenreich
marcinkoperski
rushet
rushova
Wszyscy znajomi