|
2010/12/17
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
samowyzwalacz + lazienka + statyw
miłej nocy`````````
Tak marszczysz nos, zauważyła madame Pompadour czyzby gryzł cię jakiś metafizyczny niepokój?
Nie wiem, jak pomalować korytarz, mruknął Marian. Jesli pomalujemy na biało, zżółknie, jeśli pomalujemy na żółto będzie jak w ulu.
Madame Pompadour posmutniała.
Kochasz mnie, spytała. A co to znaczy, odparł Marian (Miłość, westchnęła wróżka jest wielkim słońcem, które świeci poza pojęciem wzajemności)
Taki jakiś jesteś zgaszony, szepnęła madame Pompadour i zapaliła papierosa. Trzęsą ci się ręce, zauważył marian. To od kawy, wyjasniła madame Pompadour i zamyśliła się.
Było duszno. tak milczysz, tak cię niema, westchnęła madame Pompadour. Wsłuchuje się w twoje milczenie, patrzę na twoją nueobecność i czuję że jutro spadnie śnieg. Albo deszcz. Marian wzruszył ramionami. Albo słońce, dodała madame Pompadour i ożywiła się. Spadnie na nas nagle słońce i spalimy się w ułamku sekundy: taka promienna, gorąca smierć, jedyny dowód na to, że żylismy.
Powinnaś się czymś zająć, powiedział Marian i zajął się zdrapywaniem wosku z talerzyka.