Wały
Nastała u mnie dieta, zamiłowanie do serialu Dr House, piosenki The Phantom Of The Opera Nightwisha i dziwna rozpacz.
Zrobiło się nareszcie ciepło, więc zakładam glany i już normalnie bez kuli i bandaży wychodzę z domu aby powitać wiosnę.
Słońce nawala mi w oczy albo w plecy tak, że rozpinam płaszcz/kurtkę, ściągam to.
Wszystko pięknie ładnie gdyby nie para tu, para tam, a ja sama. Znowu. Cały czas.
Wkurza mnie, że wsiadają zanim wysiądę, że usiądzie obok mnie śmierdzący facet w autobusie, potrąci staruszka, wyzwie, bo nie ustąpiłam miejsca.
"Może numerek dwudziesty, Ania, chodź do tablicy obliczyć mole" też mnie wkurwia i demotywuje.
I ogarnięcie wychowawczyni w zwiazku z poniedziałkowym występem.
Dobija mnie wszystko, rozwala na czynniki pierwsze, bo brakuje mi tego jednego...
Serduszko moje płacze.
Mam obrzydzenie do jedzenia.
Andy Britton - Little things i nic więcej nie mówię.