|
2010/09/04
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Wczorajszy dzień [i noc] był... totalnie zajebisty!
Szybki powrót ze szkoły. Jeszcze nigdy tak wcześnie nie kończyłam lekcji w piątek.
Od godziny 19.15 woziłam się w strefie VIPowskiej na Siódmym Jarmarku Wojewódzkim i chodziłam po całej strefie przed sceną szukając co lepszych ujęć. Jednak brakuje mi obiektywu z dłuższą ogniskową, ale nic- i tak cieszyłam się z szansy, która została mi dana. Najpierw obfotografowałam Proletaryat, zapoznając się powolutku z warunkami zewnętrznymi i możliwościami mojego sprzętu.
Odrobinę dziwnie czułam się widząc, że za moimi plecami ściska się tłum, którego częścią zawsze byłam na wcześniejszych koncertach. A teraz mogłam stać sobie swobodnie, machać głową w przerwach robienia zdjęć. Bez siniaków, obić i konfrontacji z cudzymi łokciami. W sumie... dziwnie. Lubię cudze łokcie ;D
Potem kochani i wyjątkowi Normalsi. Co prawda aparat zaczął naprawdę mocno szwankować i nie wycisnęłam nawet połowy z tego, co mogłam zrobić podczas ich koncertu, to i tak uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Przed Perfectem wyszłam zmienić muzyczny klimat.... i poszliśmy na Pezeta.
... a tam, również pozwolono mi robić zdjęcia i przeżyłam kolejny niesamowity koncert z aparatem w ręku bardzo blisko sceny.
Było cudownie, cudownie, cudownie!
...by poczuć smak życia.
Pozdrawiam gorąco,
Agut