Czuję się wyjątkowo... dobrze biorąc pod uwagę jaki dziś dzień i jaki teoretycznie powinnam mieć fatalny humor.
Ale to nieprawda, czuję się wyśmienicie. O wiele godzin w tygodniu mniej, radosne paszcze dookoła, wracamy do starego systemu życia, w którym jest mi dobrze. Śpimy na lekcjach, odjeżdżamy ze szkoły bordową bryką, a w piątki chodzimy na koncerty [lub wyprawiamy inne dziwne rzeczy]. Teraz nie przeraża mnie słowo na "M", bo czuję, że ze wszystkim sobie poradzę.
Myśli zaczynają się mieścić na półkach i wiem, że wszystko jest w zasięgu ręki.
Każda odrobina szczęścia jest do złapania we własne dłonie, tylko czasami trzeba się trochę postarać.
Ej, na pohybel wszystkim, bo jutro z tego nie będzie już nic!
Pozdrawiam gorąco,
Derli ;)