Czekam, czekam, czekam i nie mogę się doczekać. Czemu zawsze to działa w tę stronę? To czego wyczekujemy ciągnie się w nieskończoność, a to czego nie chcemy nadchodzi z prędkością światła. Jakie to jest irytujące. Kazać mi czekać to tak jak dać dziecku wielkiego, kolorowego lizaka i nie pozwolić mu go zjeść od razu. Z tego całego czekania zdążyłam ogarnąć już mieszkanie, zrobić pranie i wyprasować ubrania. Ba, nawet obiad zdążyłam ugotować (mimo, że na dzisiaj był już) co mi się raczej nie zdarza. ;x A teraz została mi jeszcze ponad godzina czekania... Nadrobiłam już seriale, zdążyłam nabazgrać ćmoka i kilka innych rzeczy i nie wiem co robić. Cholera! Pierwszy raz zdarzyło mi się tak bardzo i tak szybko (aż za) przywiązać do kogoś. 8h bez Niego a ja nie wiem jak czas swój rozplanować, w co łapy wsadzić, to jest w sumie denerwujące i przykre. Tak to jest jak praktycznie mieszka się razem. :F Odnoszę wrażenie jakbyśmy znali się od hmm... zawsze, a to co było wcześniej jest takie... nieważne. Taa, wiem głupio brzmi i może takie też jest, ale dobrze mi. Nam. Nawet bardzo, a o to chyba w tym wszystkim chodzi.
If you ever leave me baby
Leave some morphine out my door...