|
2009/12/16
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
szpitalne drzwi otwarte rozprutym brzuchem
ślepotą uszu zarażone kulami pistoletów
strzelających głucho unoszę samego siebie
w przestrzeniach zamkniętych na kłódkę
nie znajdziesz tu nadziei ani spokoju
namacalną chorobą są moje znikające słowa
przenoszące się na mnie nieuleczalnie chorą
drogą którą przebyłem sekundami które daremnie przetrawiłem
nie zyskując ani metra nie zbliżając się do sedna
sprawy używając metafor nieuleczalnie chorych
bezlitosnych katujących moją własną osobowość
spadającą w głąb pustej studni którą jest moja nadzieja
nie odnajduję sensów w tym kim jestem
nie szukam zatopionych skarbów pośród ludzkiej głupoty
błądzę po omacku szukając odpowiednich kluczy do drzwi które sam sobie zamknąłem
nie odnajduję życia w tym kim jestem
nie szukam leku na chorobę którą dano mi od urodzenia
a gdy umierać będę na raka myśli
wierszem pożegnam tych
którzy na mój cmentarz przyszli
29/12/2011 0:09:30
01/01/2011 19:29:32
28/02/2010 19:40:33
28/02/2010 14:04:52
26/02/2010 16:02:34
26/02/2010 0:56:04
21/02/2010 20:51:29
15/02/2010 23:00:49
Wszystkie wpisy