Co dzień rano, kiedy dochodzi do mnie świadomość, że pora wstać do szkoły uświadamiam sobie na nowo: -Fuck! Co ja tu robię? Ja chcę spaaaaaaać. [tak najlepiej to bez przerwy.]
Rozsądek [wiele osób pewnie się nie zgodzi z opcja posiadania go przeze mnie, jednak zapewniam, troszeńkę go mam] nakazuje wstać, ubrać się i zacząć kolejny dzień nudnej edukacji. Upajającym edenem w ów spędzonej połowie dnia w murach szkoły są historia, polski, rozmowy na świetlicy i z Panią M.P. (nie podaję całościowo imienie i nazwiska z powodu ochrony danych) i przerwy [niestety, nie mam już plastyki;( (to się zmieni!)].
Po skończonej tułaczce od klasy do klasy i próbowania sprawienia wrażenia uważającego wracam do domku. Uchylając klamkę od wejściowych drzwi następuje inwazja: pies, suka i kotka nigdy nie żałują sobie czułości powitalnych. Po wyjściu na piętro odczuwalne jest promieniowanie z jakim niechętnie powita mnie brat. Dalsza część [przeważnie monotonnego] scenariusza zależy od pomysłów.
Charakter posiadam nad wyraz skomplikowany, a więc nie rozpisuję się na temat tego, kim jestem. Wystarczy opis przeciętnego dnia. ;)