Moje dłonie drżą. Drżą pełne niepokoju, strachu i przekleństw pełne. One drżą przypominając sobie fakturę jego skóry - ciepłego płaszcza chroniącego wnętrzności. Cały był idealny, możliwe iż zbyt wyidealizowany przeze mnie, jednak był idealny i nie pozwolę nikomu zaprzeczyć oraz podważyć tej teorii. I gdy wypełnia mnie marność, gdy moja siostra ucieka pozostawiając w nas masę niepewności oraz strachu, ty dzwonisz do mnie tak nagle, mówiąc jedno zdanie mające sens "przyjdź". Nie rozpatruję niemożliwego, wierzę całą sobą, że to ciało, które zidentyfikowałam jako twoje w tamtym ambulansie, że ta trumna w której się znajdowałeś tak naprawdę była pusta, że wciąż żyjesz. Ty wciąż żyjesz, prawda? Dzwoniłeś, więc musisz żyć. To był Twój głos, jestem pewna.
- Ale..to na pewno On ? Przecież...- mamrocze De. pełen żalu. Miał nadzieję, że dzwoni jego ukochana, a tu A. zrobił mu niespodziankę. Wstałam pośpiesznie kierując się w stronę wyznaczonego miejsca spotkania. De. próbuje mnie powstrzymać, łapiąc za ramię.
- Nigdzie nie idziesz. - czuję, jak jego dłoń zaciska się coraz mocniej na moim ramieniu. Pełna złości wpatruję się w niego. On nie wie co robi, nie zdaje sobie sprawy do czego jestem zdolna w takiej sytuacji. Tu chodzi o A., czy on nic nie rozumie?
- Spróbuj mi zabronić. - syczę niczym rozwścieczony wąż wywołując u niego niepokój. Wykorzystując moment w którym wypełnia go niepewność, wyrywam rękę spod jego zaciśniętych palców, uciekając w ciemną otchłań zwaną potocznie nocą. Nie biegnie za mną. Chyba rozumie. Miłość jest niebezpieczna - nie można stawać jej na drodze.
Brak planu. Nie potrafię wyobrazić sobie naszego spotkania. Co mu powiem? Co on powie mi? Wrócił z zaświatów...ale w jakim celu ? Czy...czy wrócił po to, by wyjaśnić mi iż to wszystko, co robiliśmy wspólnie, że ja jako odrębny wątek w jego życiu byłam błędem? "Nie dopuszczaj do siebie takiej myśli. Daj spokój". Spokój - właśnie. Spokój mnie uratuje. Ale jak mam być spokojna, skoro niemalże już go czuję? Biegnę coraz szybciej. Przemierzam ulice w ekspresowym tempie. Jakbym uczestniczyła w polowaniu w którym to ja jestem zwierzyną. Pędzę nie patrząc na nic. Bo nic nie może równać się z nim.
kawałek czegoś, czego nigdy nie skończę.