|
2010/03/17
|
||||||||||
|
||||||||||
|
||||||||||
Co do loga, chyba nie trzeba nic więcej mówić, wszystko już tam zostało napisane. Choc tak między nami jakie to ma znaczenie czy będzie tam symbol słoneczka czy księżyca czy może pantalonów?? Dla mnie żadne, choć nie zmienia to fakty, że możemy się z niego (z loga) dowiedzieć wszystkiego prawie,.... więc to chyba plus, do tego robił je profesjonalista (nie ja) dlatego tym bardziej dla uznania jego pracy i poswięconego czasu "publicznie" je tutaj wszem wobec prezentuje...
Myślałem sobie dzisiaj który to (jesli Bóg da) będzie obóz i nie wiem, bym musiał sie dłużej zastanowić, a to znak, ze dobrze już nie jest. Nawet jeśli staram się przypisać jakieś wydarzenia do konkretnych wyjazdów też juz sie pojawia problem. Najlepszym rozwiązaniem by było już chyba niedokładać kolejnych wspomnień....
Wracając do wątku, z każdego obozu najlepsza zawsze bywała kwaterka, wstyd powiedzieć, ale w sumie byłem tylko na kilku, na początku swojej przygody, nie było tak, że każdy sobie na nią jechał od tak. Jechali tylko tacy którzy faktycznie znali się na swoim fachu, wiedzieli co trzeba załatwić i jak, to było pewnie swego rodzaju wyróżnienie, w oczach tych co nie jechali na pewno. Dzisiaj jak jest, to nie wiem, zreszta za wiele się zmieniło,żeby takie porównania miały sens. Wracając była kiedyś taka kwaterka na mazurach, niby jak każda inna, jednak wynikły pewne trudności i przez pare dni nie było drewna, a że obozowisko było na terenie Parku Krajobrazowego (jak się nie myle), to tym bardziej pozyskanie go było utrudnione, no i przedłużało się w czasie. Czułem się jak na filmach o Tolku Bananie ( oczywiscie nie wiecie kto to, ale sie nie przejmujcie) Najbliższy sklep to był chyba z 5 km, kasy to mielismy tyle co kot napłakał, więc chleb z ogniska, zastępował nam wszystko, tak między nami nic nie zastapi tego odgłosu chrupania i smaku lekkiej sadzy. Do dzisiaj go uwielbiam, tak nawiasem mówiąc. Wracając do sedna, mielismy czasu w pip, więc raz sobie zrobiliśmy wyprawe pontonem po jeziorze, w koncu Mazury. Była nas trójka, ponton wtedy jeszcze nówka nieśmigana, śliczna woda, eh baja. Zrobiliśmy sobie nawet żagiel z pałatki i zapałek od dychy, fakt nie można było tym sterować, ale w końcu to drobnostka, więc moglismy płynąć tylko do przodu. Nagle w pewnym momencie sie zrobiło na jeziorze dosyć pusto, my wiadomo na środku wody, no bo żagiel zrobił swoje, a tutaj zaczyna wiać fale się wlewają do środka, ehh zew oceanu, mozna by powiedzieć, teraz to już łatwo sie domyśleć dlaczego większość łajb się zawinęła. Smieszna sprawa, my z pontonem z wiosłami jak z zabawkarskiego, tutaj zawieja, nie pamiętam czy padało czy nie, ale znaczenia to nie mialo bo i tak bylismy do suchej nitki mokrzy. W końcu po walce z żywiołem, bez większych efektów, podpłynął do nas jakis yaht, który uciekał do przystani i mielismy takie szczęście, że robił to troche później niż cala reszta, więc rzucili nam line i przyczepieni jak na holu płynelismy. Ponton nabierał wodu i pod naszym ciężarem przychyły tez miał konkretne, więc jak się nie myle weszliśmy na pokład, i na silniku ciągnął już tylko nasz pusty gumowy okręt. Pogoda się robił jeszcze gorsza, więc nawet tak nie dał rady nas podholować do keji i wyrzucił przy najbliższym brzegu, powiedzmy w okolicy brzegu i tak chwała mu za to. potem jeszcze przez lasek i z buta z pontonem na barach, a tak bliziutko nie było. To chyba moja ostatnia kwaterka w pełni, Nie przykładałem wagi do stylu wypowiedzi i jakiś tam rzeczy stylistycznych, więc mi nie wypominajcie, druga kwestia, podsumowując, kwaterki zawsze były ciekawe i jedyne w swoim rodzaju, więc jesli jest tylko okazja.... no chyba, że przez te pare lat coś sie pozmieniało.... i d
poZdrawiam
'M'Z