Jest pewna przypowieść mówiąca, że istnieje ptak, który raz na 500 lat ląduje by spalic się na ołtarzu jako ofiara bogów. Nastepnie ponownie się odradza i wyrusza na kolejne 500 lat wędrówki... Może tu i teraz jest ten czas by wziąść zapłonąć jasnym płomieniem i oświetlic Wam droge, razem bylismy gdy było źle, razem bylismy gdy było dobrze. Jesteście towarzyszami drogi której końca nie znam. Wierzyłem, że razem tam dojdziemy, jednak życie jest okrutne i samo wyznacza nam kres wędrówki, obiecajcie mi, że gdy którys z Nas zapłonie jasnym płomieniem nie zwątpicie w dalszy sens drogi, lecz korzystając ze światła pójdziecie dalej... Bądźcie jak Feniks z Naszych popiołów... Narazie trwamy, ale niech każdy będzie gotowy, bo ten dzień przyjdzie i wtedy zróbicie jak Wam przykazałem...
Zawsze chciałem, żeby Zjawa była wielka... dla Nas zawsze taka będzie...
Czuwaj i dziekuje za wszystko!
S.W. HO